Winicjatywa zawiera treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich.

Treści na Winicjatywie mają charakter informacji o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz.U. 2012 poz. 1356).

Winicjatywa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.

Zapisz się do naszego newslettera!

Dowiedz się przed innymi o najlepszych winach, promocjach i degustacjach.

Opuść stronę

Polub nas na Facebooku! Bieżące informacje, ciekawostki i konkursy.

Było sobie kiedyś… wino naturalne

Komentarze

Chcę Wam opowiedzieć prawdziwą historię o winie i o tym, jak się je robi. W ubiegłym roku odwiedziłem w Piemoncie pewną winiarkę, którą wyjątkowo cenię i której wina stawiam często za wzór dla innych win z tego samego szczepu i regionu. Wina te nie są skomplikowane. Są proste i takimi właśnie je lubię.

Usiedliśmy do degustacji, jak zwykle podczas wizyty u winiarza. Ale nie była to normalna degustacja. Autorka postawiła przede mną dwie „identyczne” butelki prosząc, bym ich spróbował i podzielił się z nią moimi spostrzeżeniami.

Pierwsze wino było dobre, choć nie fantastyczne. Smakowało zwyczajnie. Nic mnie w nim nie odrzuciło, ale i nic nie przykuło mojej uwagi. Wypiłem je jak jakiekolwiek inne wino wzięte z półki sklepowej. Następnie do kieliszka trafiło wino drugie i ­– wow! OK, teraz rozpoznałem jej wino, które znałem wcześniej. W porównaniu z poprzednim, to było „żywe”. Zapachy wręcz buchały z kieliszka. Owoc był precyzyjniejszy, głębszy, po prostu czysta rozkosz. W smaku zaś jeszcze więcej głębi i świeżości. Czyste, rześkie i zmysłowe. Fantastyczne pijalne.

20120927-084001.jpg

Powiedziałem więc, że przypuszczam, iż pierwsze wino nie jest jej, drugie ­– owszem. Odrzekła „nie, obydwa są «moje»!” Jak to?!

Skąd zatem taka pomiędzy nimi różnica? Sprawa była prosta. Oba wina powstały z tych samych winogron z tych samych winnic, zebranych dokładnie w tym samym czasie. Jak to! Niemożliwe! Ale chwileczkę. Pierwsze zrobione było z owoców przesłanych do laboratorium tuż po zbiorze. Tam potraktowano jej w najbardziej konwencjonalny sposób, w jaki pracują winiarze. Dodano drożdży, by rozpocząć fermentację, która oczywiście trwała krótko, 7–10 dni. Zasiarkowano, dodano enzymów, związków klarujących, itp., itd. Następnie wino przefiltrowano, zasiarkowano i zabutelkowano. Cały proces zajął około miesiąca.

Drugą butelkę przygotowała winiarka w winiarni wedle metody, którą zwykle stosuje. A na metodę tę składa się… niewiele. Żadnych drożdży inicjujących fermentację, enzymów, siarki i klarowania, itp., itd. Jedynie lekka filtracja przez zabutelkowaniem. To wszystko, a cały proces trwał około pięciu miesięcy zamiast jednego.

20120927-083840.jpg

Różnica była niezwykła, nie tylko w winifikacji, ale i w ostatecznym rezultacie. Można twierdzić, że pierwsze wino było czyste, dobre, lecz nikt o zdrowych kubkach smakowych nie mógłby go uznać za lepsze po spróbowaniu drugiego. Czemu więc producenci robią wino tak „laboratoryjnie”? Odpowiedź jest prosta: chodzi zwykle o czas i pieniądze. Winifikując metodą konwencjonalną, otrzymujemy gwarancję, że wino przefermentuje i możemy oczekiwać rok w rok standardowego produktu. A wszystko to można zrobić bardzo szybko. Czas to pieniądz, a większość konsumentów domaga się, by ich ulubione butelki zawsze smakowały tak samo.

Natomiast przy „naturalnej winifikacji”** nie wiemy, kiedy fermentacja się rozpocznie i czy w ogóle nastąpi. Co więcej, nie wiemy też, jak przebiegnie i kiedy się zatrzyma. Postawienie na produkcję wina naturalnego może początkowo nie wynagrodzić wysiłków, lecz z upływem czasu i wraz z nabieraniem doświadczenia, wybór ten często się opłaca.

W następnej opowiastce sprecyzuję własnymi słowy, czym jest wino naturalne, a czym nie jest.

** O naturalnej winifikacji w następnym odcinku.

Komentarze

Musisz być zalogowany by móc opublikować post.