Winicjatywa zawiera treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich.

Treści na Winicjatywie mają charakter informacji o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz.U. 2012 poz. 1356).

Winicjatywa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.

Zapisz się do naszego newslettera!

Dowiedz się przed innymi o najlepszych winach, promocjach i degustacjach.

Opuść stronę

Polub nas na Facebooku! Bieżące informacje, ciekawostki i konkursy.

Tibor Gál – dorównać ojcu

Komentarze

To niełatwa sprawa – w wieku 19 lat wziąć na swoje barki ciężar reprezentowania rodzinnego biznesu po śmierci ojca. Szczególnie, gdy ojcem był Tibor Gál, legendarny winiarz, którego Ornellaia 1998 została w 2001 roku wybrana przez Wine Spectator winem roku. Człowiek nagradzany, szanowany i o wielkich jeszcze planach. Tragiczny wypadek przerywa karierę i oto junior musi przejąć obowiązki. O własnej drodze w winnym świecie i pierwszych sukcesach miałem okazję porozmawiać Tiborem Gálem juniorem podczas jego wizyty u importera Winnice.eu.

Tibor Gál junior. © Sebastian Bazylak.
Tibor Gál junior. © Sebastian Bazylak.

Początkowo rolą Tibora było reprezentowanie firmy na zewnątrz; kwestiami związanymi z samą produkcją zajmował się konsultant, który rok w rok powtarzał idee nakreślone przez ojca. Trwało to do czasu, kiedy Tibor nie ukończył swoich enologicznych studiów i staży w Australii, Włoszech i USA. Od tego momentu poza zarządzaniem firmą odpowiada za jakość win. Wciela też w życie swoją ideę upraszczania portfolio i stawiania przede wszystkim na wina kupażowane.

Mieszanki są zawsze lepsze od win jednoszczepowych. Nie mam 18 win w portfolio (jak miewa niemal każdy na Węgrzech), bo nie chcę robić słabych win z jednej odmiany. Kupaże są tradycją w Egerze i lepiej wyrażają charakter naszego regionu – mówi Tibor – Poza tym małym katalogiem łatwiej zarządzać. Producent nie jest tak uzależniony od pojedynczego rocznika.

Obecnie produkcja winiarni Tibor Gál to ledwie 6 etykiet. Podstawowy Pinot Noir i Pinot Noir Superior, Egri Bikavér i Egri Bikavér Superior oraz białe kompozycje – Egri Csillag i Fúzió. „Egerska gwiazda” czyli Egri Csillag, to dziecko Tibora – to on był pomysłodawcą tej regionalnej marki i siłą napędową, która przyczyniła się do jej powstania. Csillag to biała odpowiedź na znanego w całym świecie Bikavera. Co najmniej połowa mieszanki musi pochodzić z tradycyjnych egerskich szczepów, reszta to odmiany muszkatowe i międzynarodowe, a wszyscy producenci wypuszczają go na rynek tego samego dnia – 15 marca następnego roku po winobraniu.

Tylko tyle i aż tyle. © Sebastian Bazylak.
Tylko tyle i aż tyle. © Sebastian Bazylak.

Egri Csillag to naturalny towarzysz Bikavéra. Jest jego lustrzanym, białym odbiciem. Czuliśmy, że potrzebujemy marki, którą będzie łatwo zaprezentować za granicą, a która oddawałaby egerskiego ducha – tłumaczy Gál. Idea słuszna, choć jak pokazuje dyskusja pod artykułem Sławka Sochaja, nie każdy ją popiera, bo i wina raczej się nie bronią. Natomiast uważam, że z marketingowego punktu widzenia projekt ma szansę na powodzenie i najzwyczajniej dobrze się sprzedać.

Pinot Noir to ulubiony szczep mojego ojca i mój. Ale nie będę już produkował Pinota z jednego siedliska, więc jeśli możesz kupić Síkhegy, zrób to jak najszybciej, bo kolejnego nie będzie. Zamiast tego chcę zrobić Bikavéra z jednej parceli – mówi Gál o planach na przyszłość – Winiarstwo w Egerze bardzo konserwatywna branża. Ja jestem młody i nie boję się zmian, ale myślę, że u niektórych producentów dopiero następne pokolenie pójdzie moją drogą – mniejsze portfolio i mniejsze różnice między rocznikami – mówi z pewnością w głosie Tibor.

Nie boi się też współpracy z gigantami. Kilkukrotnie mówi, że 10 tys. butelek sprzedanych polskiemu Lidlowi bardzo dobrze wpłynęło na późniejszą sprzedaż jego win w Polsce. To właśnie na podstawie butelki z dyskontu właściciele Winnice.eu postanowili rozpocząć import egerskiego producenta. I stali się oni największym dotychczasowym importerem jego win nad Wisłę. W przyszłym roku z pewnością powtórzy tę współpracę.

A jak wypadły same wina?

egri_csillag_2014_1

Egri Csillag 2014 to kupaż 11 odmian, gdzie każda była fermentowana oddzielnie, a dopiero później sporządzono mieszankę. Bardzo aromatyczne, kwiatowe i ze sporą dozą mineralności. Ciało lekkie, soczysty biały owoc z tonami lekko ziołowymi. Dobry aperitif albo towarzysz sałat (25,50 zł).

Fúzió 2012 to mieszanka Viognier, Riesling, Pinot Gris i Gewürztraminera. Przez 15 miesięcy dojrzewał w nowych i używanych węgierskich beczkach. Przez korzenie i gałkę muszkatołową przebija się alkohol (15%), który później ustępuje nutom banana i mango. W ustach solidne, bardzo bogate i krągłe. W finiszu lekko piecze w koniuszek języka. Dobre do tłustych ryb, a może i królika w śmietanie udźwignie (47,50 zł).

gál-tibor-pinot-noir-2012

Pinot Noir 2013 – niesamowita cena (29,70 zł!) i zasadnicza różnica między rocznikami, które do tej pory piłem. 2009 był mocno garbnikowy i z dość prostacko użytą beczką. 2012 był już łagodniejszy, ale mimo owocu dobrej jakości to dąb grał pierwsze skrzypce. 2013 to wino mniej złożone od poprzedniego rocznika, ale jest nieporównywalnie bardziej pijalne. Jest soczysta wiśnia, czereśnia i kompot truskawkowy. W ustach potoczyste, gładkie i nie rozchodzi się w szwach. Nie wiem, czy to nie najlepszy Pinot Noir w Polsce w tej kategorii cenowej. Bierzcie kartonami!

Pinot Noir Superior 2012 – leżakuje dwa lata w beczce (30% nowych). Słodka, kosmicznie owocowa interpretacja szczepu z wiodącą nutą czereśni. Soczyste wiśnie, lekkie i za grosz niemęczące wino. Żywa kwasowość daje nerwu – w tej cenie (57 zł) znów ciężko znaleźć coś równie smacznego.

Egri Bikavér Titi 2012 – muszę przyznać, że bardzo lubię tę wariację na temat Byczej Krwi – jest lekko, potoczyście i niesamowicie owocowo. Żadnego nadmiaru ciała i żadnych nut węgierskiego dębu, czysta przyjemność. W ustach galaretka wiśniowa i wiśniowa kwasowość. Dajcie gulasz! (32,50 zł)

Egri Bikaver Superior 2011 – wchodzimy na inny winiarski poziom. 18 miesięcy w beczce, 6 w butelce i tylko w najlepszych rocznikach. Aromaty mocarne – wanilia, kawa, lukrecja i czekolada. Dopiero z czasem otwiera się na owoc (jagody, trochę wiśni, jeżyna). Po spełnieniu kieliszka zdaje się być zbyt taniczne, wanilia i kawa przysłaniają skryty w tle owoc. Wyraźnie czuć, że jest za młode, by pić – dajcie mu jeszcze co najmniej 3 lata (59,90 zł).

Tibor Gál junior ma niełatwo w życiu. Zawsze będzie porównywany do ojca. Nie wiem, czy jako winemaker odniesie wielkie sukcesy; w opinii wielu raczej nie ma tej iskry, robi wina dobre, ale nie wielkie. Może więc przejdzie do historii jako reformator egerskiego winiarstwa? Czas pokaże, czy jego idea nie jest li tylko marketingową wydmuszką, czy może kryje się za tym próba wykrzesania egerskiej duszy. I czy ma charyzmę, by za tą ideą pociągnąć innych.

Rozmawiałem i degustowałem na zaproszenie importera.

Komentarze

  • Kuba

    Panie Sebastianie,
    tylko te 6 etykiet jest eksportowanych, ale na miejscu (w Egerze) można również kupić wina jednoszczepowe (np. viognier, kadarka, syrah, cf). Ich produkcja jest faktycznie marginalna.
    Pozdrawiam serdecznie.

  • To prawda. Ale są to etykiety tylko na potrzeby restauracji Fuzio i są to raczej smaczki dla turystów.

  • GrzegorzC

    Zbliża się koniec roku, pora różnych posumowań. Pozwolę sobie i ja jedno zamieścić. Do tego będzie potrzebny mi cytat z powyższego
    artykułu: „Mieszanki są zawsze lepsze od win jednoszczepowych.” Stwierdzenie to jest dla mnie najbardziej kontrowersyjnym stwierdzeniem dotyczącym wina jakie słyszałem w tym roku (a może kiedykolwiek?), ciekawe co by na to powiedzieli producenci (żeby daleko nie szukać) np. wytrawnych win z Tokaju czy z Somló?

  • Wina z Tokaju i Somló przez stulecia były mieszankami. Jednoszczepowe są od raptem parunastu lat.

    Dyskusja stara jak świat, obie odpowiedzi są prawidłowe (Bordeaux vs burgund, itp.)

  • GrzegorzC

    Pewnie niejednokrotnie mieszanki są lepsze od win jednoszczepowych. Natomiast stwierdzenie, że mieszanki są ZAWSZE lepsze od win jednoszczepowych według mnie jest grubym nadużyciem i z tym nie mogę się zgodzić. ;-)

  • To pewnie kwestia gustu albo siły charakteru. A Tibor jest człowiekiem o dość jasnej wizji. A takich wizjonerów ludzie lubią :)

  • AlGal

    Chyba daliście ten artykuł aby wnerwić słynnego Pana Slawka… Jak to? 10 tysi w lidlu poszło i sprzedaż poza lidlem wzrosła, a Pan Sławek sie obraził i nie skorzystał…
    W biznesie nie ma obrażania sie!

  • Sławomir Hapak

    Tibor Jr słynie z ostrego stawiania sprawy, czegokolwiek dyskusja dotyczy. A to jego mocne stwierdzenie w oczywisty sposób jest mocno dyskusyjne. I, oczywiście, niezgodne z Konstytucją ;-)

  • victor creed

    No to czekam na ofertę w lidku.

  • Przywilej młodości :)

  • Grzegorz Paterak

    Ale to już było…..

  • victor creed

    W lutym węgry w marcu belgia.

  • Grzegorz Paterak

    Skąd takie info ? Ale jeśli nawet, to na Gala nie można raczej w tym liczyć. Przy nowym mocnym importerze chyba nie zrobi takiego ruchu jakim jest masówka do Lidla…

  • victor creed

    Wystarczy na fejsie spytać lidla. Zapewniam że lidl nie pozwoli sobie na uszczuplenie swojego rynku zbytu przez jakieś sklepy specjalistyczne. Alkohol w lidlu to wabik na klienta który wyjeżdża z pełnym koszykiem. Osiedlowy zakaz sprzedaży alkoholu lidla nie dotyczy.

  • Tak jak stoi w tekście – wina Gala pojawią się w polskich Lidlach w okolicach stycznia/lutego. Nie sądzę, aby obecny importer miał z tym problem, bo akcja w dyskoncie trwa 3-4 tgodnie, a później trzeba podtrzymywać zainteresowanie.

  • GrzegorzC

    Żeby za tą siłą i wizją stały jeszcze wybitne wina, bo jak na razie to w tym wszystkim jest chyba więcej marketingu niż jakości.

  • Nie mówię, że tak nie jest. Ale widać, że Tibor naprawdę chce zmienić oblicze egerskiego winiarstwa. Swoją drogą to młody człowiek- ledwie 30 lat, może jeszcze czas na wielkie wina nadejdzie.

  • Sławomir Hapak

    A na czym polega ta wizja? Na zmniejszeniu ilości etykiet? Na rezygnacji z Sikhegy, nota bene najlepszego dotąd wina w jego portfolio? Nie wygląda na to, by taka wizja mogła porwać następne pokolenie winiarzy. Albo w ogóle kogokolwiek.

  • Chodzi pewnie o wypromowanie regionu, bo poza Polską i Węgrami to raczej nie jest bardzo znany. Uproszczenie oferty to jeden z kroków do łatwiejszego oswojenia konsumentów z nazwą Eger. Nie bronię tej idei – ale myślę, że jest w niej sporo racji. Pewnie w ciągu 10 lat dowiemy się, czyje na wierzchu. Nie zapominajmy też, że to biznes i ideami się brzucha nie napełni.

  • Sławomir Hapak

    No właśnie – to jest biznes. Z tego punktu widzenia uporządkowanie i zmniejszenie szerokości portfolio zdaje się być zupełnie sensowną decyzją. Zatem przestańmy bredzić o „wizji”, jeśli łaska.
    Co zaś się tyczy „promowania regionu”, to nic nie jest tak pomocne na zewnętrznych rynkach jak wypuszczanie wybitnych butelek. W tym kontekście pozbycie się Sikhegy… hmmm… Średniakami w dobrej cenie podbije świat? No, chyba że zaczniemy rozumieć ów świat jako „wszystkie markety świata”, wtedy tak. Co znowu – z biznesowego punktu widzenia – jest całkiem sensowną strategią. Oczywiście jakieś szczytne hasła nie zaszkodzą przy tej strategii ;-)

  • Wydaje mi się, że problem jest innej natury – na ile dla konsumenta z Londynu czy Kopenhagi egerski Pinot Noir (choćby nie wiem, jak wybitny) jest alternatywą dla tych z Nowej Zelandii, Górnej Adygi czy nie daj Panie Boże – Burgundii? Bikaver zdaje się jest bardziej tradycyjny dla regionu, niż jednoszczepowe wina.
    Edit: Nie każda wizja musi być wzniosła, a nadal wizją pozostaje. A wina i tak są bardzo przyzwoite, szczególnie teraz bardzo dobrze wypadają w kategorii cena/jakość.

  • No nie zgadzam się. Nie chodzi o markety, ale jednak wpływ na rynek na całym świecie mają właśnie średniaki w dobrej cenie. Jak tego nie ma, to konsumenci sobie mogą te wybitne butelki oglądać przez szybę, a regionowi to kasy nie przysporzy. (Przykład: Tokaj). Abstrahuję od Tibora Gála, bo nawet ten jego Sikhegy nie był żadną miarą winem wybitnym czy robiącym różnicę choćby na tle innych producentów z Egeru.

  • Sławomir Hapak

    Wojtku! Co masz na myśli podając za przykład Tokaj? Bo, z tego co widzę, to w tym regionie obserwujemy dokładnie taki efekt, o jakim pisałem: wybitne flaszki (i paru krytyków) wyciągnęły region do poziomu światowej rozpoznawalności, a teraz, w ślad za tamtymi idą średniaki i robią kasę dla regionu.
    Dlatego też sądzę, że powtórka tego tokajskiego schematu i sukcesu byłaby dla Egeru optymalna.

  • Chyba ta światowa rozpoznawalność to trochę na wyrost. Jeden Hugh Johnson wiosny nie czyni :)

  • W Tokaju bida, panie, i co z tego że od 20 lat robili wybitne flaszki. ŻADNEJ światowej rozpoznawalności poza paroma restauracjami to nie dało. Czy był Tokaj na jakiejś liście Top 100 Wine Spectatora? Czy dostał jakieś punkty od Parkera wprowadzające go przebojem na amerykański rynek? Który z tych wybitnych tokajów jest dostępny u dużego dystrybutora w UK (poza Royalem – towarzysko oczywiście).

    Teraz rzeczywiście to się zmienia, bo pojawiła się szeroka ława dobrych furmintów za 8–15€. 5 lat temu nie było prawie nic i dlatego wszyscy śpią na niesprzedanym winie z kilkunastu roczników wstecz (Oremus, Kiralyudvar, Disznoko i inni wybitni).

  • Sławomir Hapak

    Nie wiem czy wiosnę uczynił Johnson, czy też on i kilku innych do spółki. Ale
    najwyraźniej wiosna dla Tokaju już nadeszła. (To w nawiązaniu do Sebastiana)
    Faktycznie z niejakim przekąsem parę
    lat temu wspominaliśmy o tokajskich piwnicach zawalonych po sufit
    butelkami aszu z kilku ostatnich roczników. Dziś te zapasy (jeszcze)
    całkiem nie zniknęły, ale radykalnie się zmniejszyły. Nikt ze znaczących producentów już nie śpi na winie. Pamiętam, że gdy pierwszy raz wszedłem do piwnic Disznoko, to rzeczywiście wolumen piwnicy robił szokujące wrażenie. Dziś jest na oko 1/3 tego co było, a stare roczniki są już w niewielkich ilościach. Nawet bez
    odwiedzania piwnic tokajskich można to zauważyć, i to nawet z poziomu
    konsumenta: na rynek trafiają coraz młodsze i młodsze wina. Kilka starych, dużych rynków
    wyraźnie „włączyło ssanie”: UK, Stany, Kanada, Daleki Wschód, by
    wymienić najważniejsze.
    Kto jest dostępny w UK? Royal – oczywiście. Czy towarzysko, tego nie wiem, bo i nie mam danych o sprzedaży. Patricius też jest (Great Western Wine i u kilku innych), Oremus w paru miejscach, włącznie z BB&R, Gonzales Byass dystrybuuje Disznoko. Jest też sporo innych etykiet na nieco mniejszą skalę, plus regularne marketowe wrzutki od Kereskedohazu. Słowem: jest w czym wybierać.
    Nie wiem, czy na rynek Amerykański drogę utorował tokajom Wine Spectator, czy konsekwentna praca Blue Danube i paru innych dystrybutorów, ale podobnie jak w UK nie ma żadnego problemu z zakupem czołowych etykiet. A co to znaczy na rynku liczącym 320 milionów konsumentów, to sam się domyślasz… Nawiasem mówiąc WS też swoje zrobił: jak wpiszesz „tokaj” w ich wyszukiwarkę, to wyskakują trzy strony ocen (Disznoko, Dobogo, Patrcius, Sauska, RTWC, Kiralyudvar…) Większość ocen ma oczywiście dziewiątkę z przodu :-)
    Jako kupiec słyszę też od czasu do czasu o skali zamówień z wymienionych rynków. Zapewniam Cię, Wojtku, że nasza polska duma może poczuć bolesne ukłucie, gdy się słyszy o wielkości przygotowywanej dostawy do Hong Kongu :-(
    Z mojego krzesła już widać niedobory ilościowe i idący w ślad za nimi wzrost cen u czołówki. Wkrótce zobaczą to również i konsumenci.

  • Jurek Ogurek

    Pinot Noir 2013 – Kupił bym karton, gdyby były w sprzedarzy :(

  • Sławomir Hapak

    a nie ma???
    ponoć jest nowy, silny importer?

  • Dane o skali są off the record. Ale powiem Panu, że Winnice.eu w kwestii importu win Gala, biją Interwin na głowę (dopóki go mieliście w ofercie). A zaczęli handlować z Tiborem od maja tego roku.
    EDIT: a 2013 piliśmy niejako w bonusie, bo to wino przywiózł Tibor. Wkrótce ma być dostępne w kraju.

  • Sławomir Hapak

    Powiem Panu, że śmiem wątpić :-)
    Ale, z drugiej strony patrząc, rozumiem doskonale, że na marketingowym spotkaniu dla prasy i blogerów taka właśnie „informacja” mogła paść ;-)

  • To było off the record na spotkaniu, które miałem z Tiborem następnego dnia.

  • Sławomir Hapak

    Może kiedyś i o tym porozmawiamy, jeśli będzie powód.
    Off the record, oczywiście ;-)

  • Z miłą chęcią.

  • W sprawie Tokaju to mam z pierwszej ręki pewną informację która jest na tyle kontrowersyjna, że warta przytoczenia. Podobno prowadzą działania mające zakazać sprzedaży win w „plastiku” . Ambitni producenci twierdzą, że to psuje renomę regionu, mniej ambitni twierdzą, że „plastik” to spora cześć ich dochodów. Przepychanka trwa, ale na połowę 2016 są ponoć przewidziane jakieś decyzje

  • GrzegorzC

    Jedno z dwóch najbardziej paskudnych win jakie piłem w życiu pochodziło ponoć z Tokaju. Było tak złe, że wlanie go do czegokolwiek innego niż plastik byłoby zniewagą dla tego opakowania. ;-)

  • Sławomir Hapak

    Irku! Reforma i nowy marketing tokajski idą pełną parą. W tym kontekście ta wiadomość nie jest zaskakująca. To raczej kolejny krok w dobrze wybranym kierunku. Mam nadzieję, że trochę tego ‚nowego marketingu” zobaczymy wkrótce i w RP.

  • Ono w tym plastiku przebywa zwykle ok. pół godziny, więc pewnie się stosuje zasady szybko podniesionej z ziemi kanapki – wpływu nie ma!

  • Chodzi raczej o tysiące, może dziesiątaki tysięcy rodaków którzy co roku wracając z wakacji kupują pół bagażnika sikacza w plastiku, bo było tanio a kopie równie dobrze jak drogie wino z butelki. W kwotach to może być spora ujma dla gorszych producentów.
    ( to takie odrąbanie sobie jednej nogi)
    Nie znam żadnego regionu winiarskiego gdzie zabroniono by sprzedaży wina do butelek plastikowych ( nie mówię o musiakach). jasne jest to wino nieapelacyjne ale zawsze jest ( dlatego napisałem regionu a nie apelacji )

  • To co piszesz w ogóle brzmi nieprawdopodobnie. Wino stołowe można produkować gdzie się chce i rozlewać w co się chce. Takie są przepisy UE. Chyba raczej chodzi o sprzedaż win z nazwą Tokaj czyli apelacyjnych.

  • Myślę, że chodzi o wyeliminowanie wszechobecnych stoisk z winem lanym. Może gmina/miasto ich zakaże w trosce o renomę regionu? Za 4 dni będę w Tokaju, spróbuję dowiedzieć sie więcej. Na dziś wiem tylko tyle, miejscowi producenci stają na uszach żeby sie tej „plagi” jak sami to określają pozbyć. Mówią o nieuczciwej konkurencji itd

  • Piotr

    Panie Wojciechu-pisze Pan,że jeszcze 5lat temu,jeśli chodzi o dobre furminty,nie było prawie nic! Dziwię się Panu i to bardzo.Zadałem sobie trochę trudu i zrobiłem sobie poniższą wyliczankę obejmując tylko 4 wytwórnie: roczniki od 2000 do 2009,wytrawne furminty/ok.90%/ oraz po kilka harslevelu i sav.blanc:
    -Szepsy-28 win,
    -Arvay -19 ”

    -Kiralyudvar-14 win,
    -Grof Dogenfeld-14 win.
    Wymieniam tylko powyższ. wytwórców,bo piłem ich wina z całą pewnością.Myślę,że zebrałoby się tego kilka setek,z czego Szepsego conajmniej 90%.Wina klasyfikowane jako-xxxx,xxxx+ oraz xxxxx gwiazdek.W tym roku otworzyłem w wigilię ostatnią butelkę Arvaya-T.Furmint 2006r/winnica Istenhegy/-znakomite/ xxxxx/.Zatem nie było aż tak żle z tymi furmintami w przeszłości.Pozdrawiam.Egeszsegere!

  • Jurek Ogurek

    Niestety, sprzedawca był bardzo zdziwiony jak usłyszał ze chce rocznik 2013, podobno to wino było tylko na degustacji. Dostępny „na kartony” jest rocznik 2012 – swoją drogą też świetny :)

  • Gróf Degenfeld – litości. Ten cienias szczodrze potraktowany siarką nie był interesujący dla nikogo poza Węgrami. Árvay – niektóre wina bardzo interesujące, no ale jakoś nikt na poważnie nie interesował się wytrawnymi winami z 16% alk. i szlachetną pleśnią. Szepsy i Királyudvar faktycznie mieli znakomite wina wytrawne, do tego solidny Mandolas od Oremus i parę rodzynek typu pierwsze roczniki Balassy i (jeszcze w dawnym stylu, z megabeczką i alkoholem) Demetera. Parę winiarni to w kontekście 5000 hektarów w regionie Tokaj jest właśnie „prawie nic”. Czego dowodem jest kompletna nieobecność tych win na zachodnich rynkach.

  • Sławomir Hapak

    Panie Piotrze!
    Mówimy o wypłynięciu tokajów na światowe rynki. Oczywiste, że było wcześniej parę interesujących win od Arvaya, Szepsyego czy Hwanga. Ale z punktu widzenia kupców z większych rynków wina powstające w nakładzie jednej czy kilku beczek – po prostu nie istnieją. Liczy się coś, co można kupować regularnie, w powtarzalnej jakości, rok po roku, w przewidywalnej ilości. A żaden z trzech wymienionych takich warunków nie spełniał. O czwartym litościwie zmilczę.
    To raptem ostatnie kilka lat, gdy wytrawne tokaje pojawiają się jako „obiekt handlowy” z powtarzalna jakością i odpowiednim wolumenem. I wcale nie mówię tu o tych uznanych nazwiskach, tylko o tych, którzy rozsądnie stawiają na średnią jakość i tysiące butelek. Flaszki od Szepsyego czy Arvaya nadal są ciekawostkami przeznaczonymi dla Pana, dla mnie i jeszcze dla kilku naszych wspólnych znajomych, świrów jak my ;-)

  • Sławomir Hapak

    A, no to lepiej. Bo po pierwszym Pańskim wpisie myślałem, że koronnego wina nie ma…

  • Sali

    Od zawsze lubiałem tibora, szczególnie pinoty w jego wykonaniu, właśnie sikhegy 2004 było absolutnie genialne, ale i kilka innych etykiet których dzisiaj nie ma. pamiętam takie białe podobne do tokaja ze słoneczkiem – doskonałe. Rozumiem chęć uporządkowania oferty. Rozmawiałem o tym z młodym 5 lat temu, to było logiczne, bo wszyscy w egerze mieli wina od sasa do lasa. Ale z drugiej strony silna marka starych etykiet tibora gdzieś uciekła. Nowe wina są niezłe, ale naprawdę brakuje im wielkości ojca. Po prostu kiedyś tibor w egerze był królem, a dziś jest jednym wielu niezłych producentów.

  • Wojtku

    Wracam do tematu, podkradłem Gabrielowi Kurczewskiemu
    http://www.tokajtoday.com/2016/01/08/tokaj-town-bans-display-of-plastic-bottled-wine/

  • Czyli jest tak jak pisałem, nie ma takiej możliwości żeby zakazali sprzedaży win w plastiku. Zabronili jedynie „eksponowania butelek plastikowych w miejscach publicznych”. Plastik będzie nadal dostępny i będzie nadal masowo kupowany. Działanie włodarzy Tokaju przypomina pseudowalkę z alkoholem w Polsce – jak zabronimy sprzedaży 100 m od żłobka to problemy alkoholowe znikną…

  • Kategorycznie nie zgadzam sie na takie porównanie, bo wyeliminowanie przynajmniej częsci złej tanioch jest w interesie Tokaju jako regionu. Natomiast walka z alkoholem w Polsce jest całkowicie pozbawiona sensu. Z naszej cywilizacji alkoholu sie nie da wyrugować

  • „Z naszej cywilizacji alkoholu sie nie da wyrugować”

    Z naszej cywilizacji nie da się wyrugować taniego alkoholu w plastiku, drogi Irku. Istnieje on, istniał i będzie istniał w każdym kraju winiarskim. Walka z tym zjawiskiem jest donkiszoterią, dokładnie tak jak to co obserwujemy obecnie w Polsce.

  • I jeszcze dodatkowo sugeruję włodarzom miasta Tokaj, by stworzyli choć jeden wine bar z prawdziwego zdarzenia w tym pięknym mieście, gdzie będzie można z enomatika spróbować wszystkich czołowych win produkowanych w apelacji i zakupić je w cenach producenta. To będzie doprawdy miało lepszy efekt na obyczaje turystów niż śmiechu warte zakazy „eksponowania butelek”.

  • Wojtku
    Nie ma powodu by bronić tej czy tamtej decyzji Madziarów.
    Co nie zmienia faktu, że w mojej , powtarzam mojej a nawet najmojszej ocenie władze regionu powinny ze wszystkich sił starać sie usunąć PETy z centrum turystycznego.
    Ale to jest teoretyzowanie, zabijanie czasu w zimne wczesne popołudnie.

  • Sławomir Hapak

    Może lepiej niech miasto tego jednak nie robi, bo wyjdzie jak zwykle wychodzi z rzeczami finansowanymi z państwowej kasy. Może to byłby słuszny postulat pod adresem TR, Konfraterni albo Pani Zwack… ci mogliby zrobić to jak należy…