Winicjatywa zawiera treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich.

Treści na Winicjatywie mają charakter informacji o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz.U. 2012 poz. 1356).

Winicjatywa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.

Zapisz się do naszego newslettera!

Dowiedz się przed innymi o najlepszych winach, promocjach i degustacjach.

Opuść stronę

Polub nas na Facebooku! Bieżące informacje, ciekawostki i konkursy.

Wykłady prof. Chrzczonowicza

Komentarze

Jak pies do jeża, jak autor „Leksykonu Win” do kupna wina w dyskoncie, zabierałem się tej recenzji. Od której strony ją ugryźć i jak zębów sobie nie połamać? W jakim kontekście umieścić książkę Sławka Chrzczonowicza?

Gdy tak ją wertowałem, pierwsze, co przyszło mi do głowy, to myśl, że mam w ręku podręcznik. Tylko dołożyć pod każdym rozdziałem podsumowanir, wytłuścić najważniejsze tezy, może nawet pytania sprawdzające wiedzę dołączyć… Napisana klarownym językiem, poukładana pod każdym względnie pozycja świetnie sprawdziłaby się, gdyby ktoś o winie chciał prowadzić lekcje. Ale nie, nie jest to podręcznik. Nie tylko ze względu na brak elementów, o których wspomniałem, ale także z powodu jawnie, choć powściągliwie, ujawnianych preferencji autora i jego osobistych poglądów oraz braku dydaktycznego smrodku.

Nie jest to również klasyczna encyklopedia. Hasła są rozbudowane, a tekst, choć napisany prostym i rzeczowym językiem, nie stara się za wszelką cenę zachować obiektywności. Można „Leksykon win” czytać na wyrywki, ale można, przy odrobinie chęci, przeczytać od deski do deski.

I wtedy przyszło mi do głowy, że są to wykłady. Wykłady profesora Chrzczonowicza. Niewygłoszone, a jednak spisane. Wykłady, czyli mięso (wiedza o winie), podlane sosem własnych przemyśleń i autorskiego podejścia do tematu. Ta książka jest pod każdym względem konkretna. Wiadomo też, kto konkretnie w niej mówi. „Od lat jestem wielkim miłośnikiem win alzackich” – pisze bez ogródek Chrzczonowicz. Takie zdanie usunięto by z Wikipedii, a do cyklu wykładów pasuje ono jak ulał. „Białe bordeaux pozostają wzorcem win z sauvignon” – ja myśląc o Sauvignon Blanc raczej Loarę mam przed oczami, Nową Zelandię bliżej wzorca bym postawił, zaś Bordeaux dopiero w trzeciej kolejności przychodzi mi do głowy, ale jest szkoła Chrzczonowiczowska, w niej jesteśmy na wykładzie i trzeba zaakceptować przyjmowaną tam hierarchię wartości. W której Bordeaux stoi na szczycie piramidy.

„Podobno pierwszym plantatorem winorośli był Noe…” – tak zaczyna się „Leksykon win”. Ale z legend autor szybko przeskakuje do rzeczywistości. Kilka wstępnych rozdziałów, z których dowiemy się nieco o historii wina i o czynnikach wpływających na jego jakość, w tym trochę o kilku wybranych odmianach winorośli, i zaraz przechodzimy do zajmującego 90% książki przeglądu kolejnych rejonów winiarskich i win tam produkowanych. Każdy region to 2–3 strony tekstu, zdjęcia 2–3 butelek stamtąd pochodzących i tyle samo not degustacyjnych. Cały winiarski świat, od Francji i Włoch, przez Brazylię i Tajlandię aż do Polski jest opowiedziany i zilustrowany. Opis ten urywa się na kilka stron przed końcem książki. Ostatnie kilka rozdzialików dotyczy degustowania win, wskazówek, gdzie kupować dobre wina oraz wad produkcyjnych; zmieściło się nawet wyjaśnienie, że „zawiera siarczyny” na etykiecie nie oznacza zapowiedzi śmierci w męczarniach nazajutrz.

Sławomir Chrzczonowicz
Sławomir Chrzczonowicz demonstruje pierwszy etap degustacji wina.

Moja pierwsza wersja tej recenzji składała się ze tytułu „Nie ucz ojca dzieci robić” i kropki. Sam zdecydowanie widzę siebie w audytorium lub najwyżej jako skromnego doktoranta, a nie za katedrą. Skoro jednak poproszono mnie o opinię (obecnie na uczelniach studenci oceniający wykładowców to norma), skorzystam z okazji do wytknięcia kilku drobiazgów. Znany jestem ze skłonności znajdowania dziur w całym i dziwię się tylko, że nie wydzwaniają do mnie rekruterzy firm produkujących sery, bajgle lub obwarzanki, piszących wirusy komputerowe czy wiercących studnie głębinowe. Choć więc doceniam zwięzłość i konkretność tej publikacji (zmorą na studiach są wykładowcy, którzy nie potrafią upchnąć wiedzy w konkretną liczbę godzin przeznaczoną na wykłady), chętnie bym w niej widział więcej informacji o poszczególnych szczepach, zwłaszcza, że często znajdujemy je na etykietach. Albo raczej: informacji o trochę większej liczbie szczepów. Skoro zmieściło się Chenin Blanc, to może i Pinot Gris/Grigio warto by było zmieścić? A może i Sangiovese? Albo nawet Tempranillo? Przy okazji: nazwy szczepów pisane są małymi literami. Konwencja równie dobra jak każda inna, ale „vernaccia di San Gimignano” wygląda trochę dziwnie. Fragment o degustacji jak najbardziej przydatny. Ale myślę, że wielu adeptom wiedzy o winie przydałby się również choćby krótki rozdział na temat przechowywania i podawania wina. Mitów wokół temperatur, kieliszków, metod dekantacji i wąchania (bądź nie wąchania) korka narosło sporo, a zbyt zimne wino białe i zbyt ciepłe wino czerwone jest ciągle smutną normą w naszej gastronomii – że nie wspomnę o uroczystościach rodzinnych: imieniny, urodziny czy chrzciny są dla większości win pogrzebem. I wreszcie jedyny naprawdę poważny zarzut wobec tej książki to brak map. Nawet bardzo schematyczne mapki byłyby dla początkujących ogromnym ułatwieniem. Dla wielu osób wyobrażenie sobie, gdzie leży Abruzja albo gdzie tak naprawdę jest Kamptal, a gdzie Kremstal jest zadaniem ponad siły. Profesorze Chrzczonowicz, apel o trochę wyrozumiałości dla tych, którzy nie mieli na maturze geografii!

Dla kogo jest to książka? Skoro traktujemy ją jak cykl wykładów, to odpowiedź nasuwa się sama: dla studentów. Dla osób, które mają motywację, by o winie dowiedzieć się więcej, dla osób, których nie trzeba kusić sloganami „wszystko, co musisz wiedzieć o winie w 24h!”. Jeśli ktoś trafi na nią przypadkiem, pewnie przez nią się nią znudzi. Ale jeśli ktoś wiedzy o winie naprawdę pragnie, „Leksykon Win” wywoła wypieki na twarzy, jak kieliszek amarone w zimowy wieczór. Przy tym książka jest wydana całkiem ładnie, a że nie jest przy tym droga, święty Mikołaj na pewno wie, co sugeruję?

[4 lipca 2013: miło nam poinformować, że Leksykon Win otrzymał prestiżową nagrodę Światowej Organizacji Wina – OIV: zobacz szczegóły].

Inne recenzje tej książki: Blurppp, Ewa Rybak.

Komentarze

  • Sławek Chrzczonowicz

    Masz rację bezwzględnie z tymi mapami. Może w następnym wydaniu, jeśli będzie. Natomiast jesli chodzi o nazwy szczepów, to jest to ciekawe zagadnienie w tworzącym się tak naprawdę polskim słownictwie winiarskim. Wydaje mi się jednak, że zgodnie z duchem języka polskiego nazwy zwierząt i roślin i ich gatunków oraz odmian piszemy z małej litery i postanowiłem to konsekwentnie stosować. Piszemy malinówka, reneta, czapla siwa, perkoz dwuczuby itd. Z małej, a nie z dużej litery. Winne szczepy nie są tu wyjątkiem. Pisanie ich z dużej litery to maniera anglosaska, bo już Francuzi też przechodzą na małe.
    A tak przy okazji to dziękuję za życzliwe spojrzenie i pochwały, po których się rumienię.

  • Popieram to co napisał Sławek w sprawie pisowni szczepów, chociaż ja sam… piszę z wielkiej litery :-) Czasem trudno jest odróżnić, czy mowa o szczepie, czy winie z niego zrobionym, a to ostatnie jako produkt markowy powinno już być z wielkiej. Natomiast z punktu widzenia gramatyki nazwy odmian podobnie jak cortlandy czy kosztele piszemy z małej.

  • Ja też mam odruch pisania małą (potem poprawiam), tylko jakoś zazgrzytała ta vernaccia di San Gimignano. Życzę wyczerpania nakładu i kolejnego wydania z mapkami!

  • Tzn. wino, jeśli chodzi o konkretne wino? 

    Bo ja np. piszę chablis w znaczeniu „jakieś wino produkowane w (Petit) Chablis (PC/GC) AOC”, a Chablis w znaczeniu „konkretne wino oznaczone na etykiecie jako Chablis” lub „region Chablis”. 

  • Tylko że to prowadzi do różnych absurdów. Bo czy w zdaniu „Chablis tego producenta są wybitnie mineralne”, mowa jest ogólnie o jego chablis wypuszczanych w AOC Chablis, czy też o kilku konkretnych winach Chablis z AOC Chablis, które należą do ogółu mineralnych chablis. A gdyby jeszcze te wszystkie chablis powstawały z odmiany chablis!

  • A wśród smaczków to jeszcze „gavi di Gavi” ;-)

  • Chodzi o to, że jest „C”, bo początek zdania? Dla mnie to jest jasne, chodzi o te same „chablis’, które bym pisał z małej, gdyby było w środku zdania. Wydaje mi się, że „chablis”, tam gdzie Anglik napisałby „some Chablis” (oni chyba konsekwentnie z wielkiej piszą?) a „Chablis” tam gdzie by napisał „a/the Chablis”.

  • …some of his chablis are among the best Chablis ;-)

  • Sławek Chrzczonowicz

    Nie możemy brać pod uwagę pisowni anlosaskiej, natomiast językoznawca, z którym to konsultowałem dal mi taka wykladnię: Chablis jako region oczywiście z dużej bo to nazwa własna i do tego region geograficzny, natomiast chablis jako wino z malej, bo to typ, rodzaj wina, a nie nazwa własna, natomiast konkretne chablis np Chablis Domaine Cheistian Moreau z duzej, bo to nazwa własna itd. Poniewaz sam nie jestem autorytetem, trzymam sie tego co mi powiedział.

  • A co z tym gavi di Gavi? Ja bym to pisał z małej w całości. W końcu „di Gavi” pełni rolę przymiotnika pochodzącego od nazwy miejscowości, to jest jak trochę „kiełbasa krakowska” :)

  • Sławek Chrzczonowicz

     jie też jeśli mówimy o winie pisałbym z małej. Oczywiście nazwa apelacji – z dużej

  • Gość

    Przez dwa lata miałem przyjemność uczęszczać na wykłady Sławka (wtedy jeszcze Pana Profesora Chrzczonowicza) i faktycznie treść książki wygląda, jak spisane notatki z jego zajęć. Polecam.

  • Buka

    Pierwsze co postanowiłam po pobieżnym przeczytaniu, to kupić mapy i zaznaczyć na nich regiony winne.Jak wielu czytających, jestem wzrokowcem. Zdjęcia raczej nie podobały mi się. Obiekty i kadry ładne, ale jakość zdjęć słaba (drukarnia?). W czasch, kiedy byle książka o gotowaniu ma fantastyczne zdjęcia, nie wypada zdobić tak słabymi zdjęciami obrej książki. Brakowąło mi też tego, o czym wspomina recenzent-sposoby na poprawne przechowywanie w warunkach np.mieszkania w bloku. Ale pomijając zastrzeżenia, polecam gorąco tę książkę. Zachęca do kupowania, smakowania i poznawanie win. A o to chyba chodziło Autorowi :)