Winicjatywa zawiera treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich.

Treści na Winicjatywie mają charakter informacji o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz.U. 2012 poz. 1356).

Winicjatywa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.

Zapisz się do naszego newslettera!

Dowiedz się przed innymi o najlepszych winach, promocjach i degustacjach.

Opuść stronę

Polub nas na Facebooku! Bieżące informacje, ciekawostki i konkursy.

Resztki

Komentarze

Lubię gotować z resztek. Lubię eksplorować lodówkę, która często jest zaopatrywana przez M. Kupuje on na chybił trafił różne produkty wierząc (jak pokazuje historia zupełnie słusznie), że wyczaruję z nich coś wybornego. Problem jest taki, że często nie panuję nad swoim czasem: tu wpadnie winiarska kolacja, tam degustacja, innym razem spotkanie służbowe, a wreszcie uprę się, że chociaż ten jeden wieczór w tygodniu spędzę na jodze. I tak, zdarza się zaglądam do lodówki po tygodniowym, a nawet dłuższym ignorowaniu jej. Przez ten czas robię na szybko różne sprawdzone dania z tego, co wiem, że w niej zawsze jest i nie próbuję nawet dociec, co jest w tajemniczych torebeczkach, woreczkach i co się ukrywa w szufladkach.

Z resztek najlepiej wychodzą dania jednogarnkowe. © Izabela Kamińska
Z resztek najlepiej wychodzą dania jednogarnkowe. © Izabela Kamińska.

Wreszcie nadchodzi ten moment: wolny weekend. Totalna niechęć do wyjścia z domu, mocne postanowienie, że nie stracę ani minuty na zakupy, że moja noga nie postanie w żadnym sklepie, ani nawet na moim ulubionym targu. Nie i już! Wtedy podejmuję wyzwanie prawie pustej lodówki i kuchennych szafek. Nie ma mowy o rozmrażaniu pysznej caponaty, którą zrobiłam jesienią z warzyw od Pana Ziółki. Nie ma skrótów ani łatwych rozwiązań.

Znajduję dwie wątłe marchewki. W kącie lodówki leży wielki seler (M. nie lubi selera, czemu go kupił?). Zwiędnięte łodyżki selera naciowego nie zachęcają, ale je też wykorzystam. W końcu gotowanie z resztek lub tego, co normalnie wyrzucilibyśmy do kosza, jest teraz w modzie.

Zeskrobuję więc przymarzniętą pietruszkę i robię cudownie pyszne wywary z tego, co trudno już pokroić i podać elegancko. A jak mam wywar, to mogę zrobić risotto. Ale brak ryżu. To będzie kaszotto. Pęczotto. Jaglanotto. Biorę kasze wszelakie, ryżu resztki, pęczaku garść i hop na masło (masła zawsze w lodówce dużo, bez tego bym nie przeżyła). O! Piękny fenkuł – warzywo moje ukochane. M. wie, że je lubię, więc kupuje bez opamiętania. Fenkuł się przyda. Fenkuł pasuje do wszystkiego. No prawie… I kolendra. Ją też kocham.

Fenkuł, kasza, parmezan... Co może pójść nie tak? © Izabela Kamińska
Fenkuł, kasza, parmezan… Co może pójść nie tak? © Izabela Kamińska.

Oczywiście znajomi śmieją się, że moje resztki i moje „nic” w lodówce to nie jest to, co znajdziemy u każdego Kowalskiego. Do mojego kaszotto udaje mi się znaleźć przecież jakimś  psim swędem (pies też mi w gotowaniu bardzo pomaga, nazywamy go  czasem Sanepidem, choć w paszporcie wpisane ma Harvest) kilka plastrów szynki parmeńskiej, której 10 dni dodatkowego starzenia nie zaszkodziło. Zawsze mam też jakieś resztki serów, które trę, rozpuszczam, smażę, kruszę i dodaję do dania, które akurat udaje mi się skomponować.

Nie w każdym domu też resztki w lodówce oznaczają jakieś 6 butelek otwartych win. Niektóre otwarte od dwóch dni, inne od dwóch tygodni. Nie wylewam win, które zostały mi z degustacji. Często też otwieram coś do lunchu, ale już do kolacji mi nie pasuje i wybieram kolejną butelkę, której również nie skończymy i która wyląduje w lodówce obok dwóch wcześniej otwartych. W ten sposób zawsze mam zimne resztki. I są to wina najróżniejsze. I dziwne, i normalne. Białe, różowe, musujące, pomarańczowe, czerwone. Naturalne i klasyczne. Picie ich obok siebie to naprawdę frajda i ciekawy eksperyment.

Eksperymenty w kuchni zachęcają do eksperymentów winnych. © Izabela Kamińska
Eksperymenty w kuchni zachęcają do eksperymentów winnych. © Izabela Kamińska,

Do kolacji z resztek robię więc sobie degustację z resztek. I to jest najmilszy moment mojego kulinarnego wyzwania „pustej lodówki”. Siadam przy stole, przede mną jedno danie i dwa, trzy, cztery kieliszki. M. rozbawiony siada obok i czeka, aż znajdę najlepsze lub najdziwniejsze połączenie. W każdej butelce są naprawdę resztki, więc musimy się jakoś podzielić tym, co najlepsze. Zawsze wtedy przypomina mi się, jak często muszę odpowiadać na pytanie o to, jak długo wino można trzymać w butelce po jej otwarciu. Sięgam po kieliszek pomarańczowego pinot noir 2014 od Stapleton & Springer z Czech. Kiedy to ja je otworzyłam? Miesiąc temu? Co najmniej. I jest dziś świetne! Moje danie również. Ale jednak jutro trzeba będzie zrobić jakieś zakupy. Żeby znów były inspirujące resztki.

Gotowałam na koszt własny.

Komentarze