Winicjatywa zawiera treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich.

Treści na Winicjatywie mają charakter informacji o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz.U. 2012 poz. 1356).

Winicjatywa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.

Zapisz się do naszego newslettera!

Dowiedz się przed innymi o najlepszych winach, promocjach i degustacjach.

Opuść stronę

Polub nas na Facebooku! Bieżące informacje, ciekawostki i konkursy.

Piknik na skraju tunelu

Komentarze

Tunele ciągną się w nieskończoność. Tworzą podziemną sieć naczyń krwionośnych tego zapomnianego kraju. Ich ściany często wyłożone są kafelkami. Od głównych arterii odchodzą węższe tuneliki. Jest w nich ciemniej, czuć wilgoć i chłód, wywołują pewien niepokój. Okrywam się ciaśniej starym kocem, który towarzyszył w tym podziemnym mieście wielu podróżnym przede mną.

Samochód, którym jadę zatrzymuje się przy wielkich zbiornikach pokrytych wieloletnią rdzą. Stoją wciśnięte wzdłuż ścian, jak zamknięte tu za karę olbrzymy. Brzydkie, smutne, nie na miejscu. A jednak mam ochotę ich dotknąć, wpatruję się w nie, jak w smutne zwierzątka za kratami zoo. Spodziewam się usłyszeć dźwięk spadających na posadzkę kropli brudnej wody, echo czyichś palców bębniących niepokojąco o starą blachę, wrogie odgłosy obcych kroków w odległych korytarzach.

Nic takiego jednak nie usłyszę. A kiedy wreszcie wyjdę na zewnątrz nie zobaczę opuszczonego, przerażającego świata, nie znajdę się w apokaliptycznej Zonie z Pikniku na skraju drogi braci Strugackich. To tylko moja wyobraźnia uwolniona przez obrazy wywołujące wspomnienia z mojego własnego dzieciństwa i radzieckich filmów, które wtedy oglądałam.

Zona. Przejścia nie ma. © Izabela Kamińska
Zona. Przejścia nie ma. © Izabela Kamińska.

Tymczasem jeździmy sympatycznym samochodzikiem po tunelach podziemnych winnych miast w Mołdawii i bawimy się naprawdę dobrze. Ale faktycznie, podróż po tym kraju o niewymawialnej stolicy jest podróżą w czasie, wyprawą w przeszłość, ponieważ jest tu ona wciąż wyczuwalna. Zwłaszcza, kiedy zejdziemy do jego podziemi kryjących winne skarby Związku Radzieckiego… W „podwodnej” sali degustacyjnej jednego z winnych tuneli będziemy mogli poczuć się jak, w Mieście zaginionych dzieci (mimo, że francuski, to film, który dla mnie ma w sobie wiele z klimatów kina sowieckiego), a jeśli na chwilę pozwolimy sobie zagubić się gdzieś na skraju ciemnej, wilgotnej odnogi podziemnej metropolii poczujemy klimat jak ze Stalkera.

Tanki z nierdzewnej stali? © Izabela Kamińska
Kadzie z nierdzewnej stali? © Izabela Kamińska.

„Winne miasta” są w Mołdawii dwa: Cricova i Mileștii Mici. Ulice noszą nazwy szczepów winorośli, jeździ się po nich samochodem, są światła i przejścia dla pieszych. Mijamy wielkie stare zbiorniki, drewniane beczki i przede wszystkim miliony (tak, miliony!) butelek. Mileștii Mici to ponad 200 km tuneli, Cricova – 120 km. Same tunele pochodzą z XV wieku, a wino trafiło do nich przy realizacji wielkiego planu ZSRR mającego na celu zrobienie z Mołdawii największego dostawcy wina na świecie (w istocie, w latach 60. Mołdawia znalazła się na trzecim miejscu światowego rankingu!). Władze republiki obsadziły winoroślą 150 tys. hektarów ziemi.

W efekcie Mołdawia osiągnęła powierzchnią 235 tys. hektarów winnic i produkowała jedną piątą wina spożywanego w całym Związku Radzieckim. Niestety zasadzono tu głównie międzynarodowe szczepy: merlot, cabernet sauvignon czy chardonnay, które sprowadził tutaj zakochany w winach francuskich car Mikołaj I. To za jego panowania w Mołdawii powstało słynne do dziś wino Negru de Purcari, które zdobyło złoty medal na Wystawie Światowej w Paryżu w 1878 roku. Ale nie oszukujmy się, przytłaczająca większość produkowanego tu wina i za carów, i w czasach ZSRR nie była najwyższej klasy. W Mołdawii winogrona zbierano, fermentowano, a następnie pociągami wywożono do Moskwy, Kijowa, Leningradu i Władywostoku, gdzie je butelkowano po uprzednim kupażowaniu i, ewentualnie, starzeniu. Produkcja była niezwykle wydajna, a rezultaty zadowalające konsumentów. Więcej – Związek Radziecki był dumny ze swojego wina i stąd pomysł na przechowywanie potężnej liczby butelek każdego rocznika w mołdawskich tunelach.

ZSRR z dumą prezentuje. © Izabela Kamińska
ZSRR z dumą prezentuje. © Izabela Kamińska.

Wszystko popsuł Gorbaczow i jego polityka antyalkoholowa. To, co nasadzono 30–40 lat wcześniej, teraz wykarczowano. Podziemne miasta zadrżały. Wiele tuneli specjalnie zamurowano, tak aby komisje wizytujące te milionowe kolekcje nie były świadome ich prawdziwych rozmiarów. Część butelek na długi czas ukryta została w totalnych ciemnościach. Dzięki temu przetrwały do dziś.

Rok 1991 – Mołdawia uzyskała niepodległość. Rozpoczął się okres prywatyzacji winnic i żmudnej walki o jakość i tożsamość. W 2006 roku Rosja ogłosiła embargo na mołdawskie wina. Trwało ono dwa lata i zrujnowało wielu producentów. Ale była to również dla Mołdawii lekcja, z której najlepsi producenci wyszli z nowymi pomysłami i wiedzą, że potrzebują nowych rynków zbytu, są też świadomi tego, że w Europie, Azji i USA wszyscy będą patrzeć im na ręce. Musieli postawić na jakość oraz wreszcie zastanowić się nad tożsamością winiarstwa w Mołdawii.

Smaczne. ©Izabela Kamińska
Smaczne. © Izabela Kamińska.

Kiedy podróżuję winiarskimi tunelami, widzę dwa, totalnie różne światy. Cricova to winnica prywatna. Tutejsze podziemne miasteczko jest zadbane, sale degustacyjne, mimo że zupełnie nie w moim stylu, na pewno robią wrażenie. Ale najważniejsze są wina. Cricova posiada 6 tys. ha winnic, które pokrywają 70% ich potrzeb; resztę winogron muszą kupować. Robią wina tanie, podstawowe, ale mają tez w ofercie etykiety z wyższej półki, a nawet eksperymentalne (oddzielne parcele, niska interwencja w winnicy oraz podczas produkcji, brak filtracji). Są też wielkim producentem win musujących. Te, które robią metodą Charmata nazywają zalotnie Crisecco (to w 90% miejscowy szczep fetească albă). Najbardziej interesujące są jednak te robione metodą tradycyjną, które robią na mnie ogromne wrażenie. Za równowartosć 5 dolarów można tu kupić pełne, pikantne Blanc de Noirs Extra Brut, a dokładając niewiele więcej – rocznikowego Bruta 2007. Nie degustujemy tu starych roczników z kolekcji pamiętającej czasy ZSRR. Skupiamy się na teraźniejszości. Oglądamy tylko z zaciekawieniem prywatne kolekcje Johna Kerry’ego czy Putina, który organizował tu swoje pięćdziesiąte urodziny.

Na bogato! © Izabela Kamińska
Na bogato! © Izabela Kamińska.

Mileștii Mici to z kolei prawdziwa podróż w czasie. Przed wejściem do podziemnego miasta witają nas fontanny z tryskającym do wielkich kielichów białym i czerwonym winem (oczywiście jest to zabarwiona woda). W środku kafelki i płaskorzeźby. Jest „na bogato”. Nawet przewodniczka jest jakby z innej epoki. Strzela do nas słowami jak z kałasznikowa, tłumaczy czym jest merlot i jak cudownie wino poprawia swą jakość z czasem. Faktycznie, ta wiara w magiczną moc czasu jest tu niezachwiana. Oglądamy butelki z lat 50. i 60., słuchamy za jakie pieniądze są sprzedawane chińskim turystom i nie wierzymy własnym uszom i oczom. Jest nam nawet dane obejrzeć oryginalne etykiety, którymi oklejane są te skarby narodowe. Mają wyglądać jak stary, przypalony na bokach papier, nadawać dodatkowej wartości butelce, w której jest coś, czego nikt z nas nie chciałby spróbować. Okazuje się, że w Mileștii Mici działa sama magia liczb. Jest jednak w tym miejscu coś niesamowitego. Czas zatrzymany nie tylko w winie, ale też w tych ścianach, kafelkach, ciemnych salach degustacyjnych z długimi drewnianymi stołami i suszonymi bukietami kwiatów na zakurzonym obrusie. Cricova bez Mileștii Mici nie byłaby tym samym.

Sznyt dawnych czasów. © Izabela Kamińska
Sznyt dawnych czasów. © Izabela Kamińska.

Do Mołdawii podróżowałam na koszt miejscowych winiarzy. Korzystałam z winiarskiego przewodnika Carlo Palicano.

Komentarze

  • Fetească albă to nie jest przypadkiem szczep rumuński?

  • Izabela Kamińska

    Jest to szczep uprawiany w Mołdawii i, faktycznie, w Rumunii.

  • GrzegorzC

    A także na Węgrzech pod nazwą: leányka ;-)

  • Dodałbym jeszcze drzwi do sali degustacyjnej stylizowane jako beczka do wina, a otwierające się jak wrota do magicznego sezamu i grającą za nimi orkiestrę ludową w Mileștii Mici :)

  • Izabela Kamińska

    Tak! Zapomniałam o tych drzwiach!!!! :D

  • Mołdawia jest historycznie częścią Rumunii, więc akurat prawdziwe jest i jedno, i drugie twierdzenie. A matecznikiem Feteaski jest okręg Cotnari, który leży w tzw. Mołdawii Rumuńskiej.

  • Najnowsze badania DNA (2009, zob. książka Wine Grapes) obaliły tę teorię.

  • A próbowałeś Wojtku z tej odmiany wina, które byłoby naprawdę niezłe? Wyrywało z butów?

  • No nie ;-) Ani z Feteaski, ani z Leányki.
    To raczej neutralny szczep–wypełniacz. Ale da się zrobić nowoczesne, czyste wino cytrusowo-orzeźwiające.
    Większy potencjał na pewno ma szlachetniejsza wersja szczepu czyli Fetească Regală. W Mołdawii bardzo dobre FR moim zdaniem robi Gitana i Vartely.

  • Marcin Czerwiński

    Tak dobre jak FR od rumuńskiego Princa Stirbeya?

  • GrzegorzC

    Ooo, czyli węgierska leanyka to po prostu leanyka?

  • GrzegorzC

    Nie pytany, ale się wtrącę. ;-) Również jak Pan Wojciech uważam, że szczep ten daje niczym nie wyróżniające się wina. Lecz ostatnio wypiłem jedną butelkę która mnie bardzo pozytywnie zaskoczyła swoją cytrusową świeżością.

  • Faktycznie dobry producent. Bardzo ciekawy jest ich wino z rzadkiego szczepu Šarbă.

  • może nawet lepsze ;-)

  • Tak, jest po prostu samą sobą i niczyją siostrą.

  • Izabela Kamińska

    I Gitana i Vertely w następnym odcinku mołdawskim!

  • Alex

    Rozpisywanie się w kółko o Cricova i Milesti Mici jest nudne. Ostatnio powstało tak wiele wartościowych winnic o których warto napisać, np F`autor, Et Cetera, Chateau Vartelly, Gitana…

  • Izabela Kamińska

    Szkoda, ze tekst wydał się Panu nudny. Może kolejne spełnią Pana oczekiwania. Ja nie wyobrażam sobie mojego mini cyklu bez tego właśnie artykułu. Wydaje mi się też, że nie piszę tu o winach, a o historii. Oraz pewnym klimacie Moldawii. Trudno wszystkim dogodzić i nie będę nawet próbować.