Winicjatywa zawiera treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich.

Treści na Winicjatywie mają charakter informacji o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz.U. 2012 poz. 1356).

Winicjatywa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.

Zapisz się do naszego newslettera!

Dowiedz się przed innymi o najlepszych winach, promocjach i degustacjach.

Opuść stronę

Polub nas na Facebooku! Bieżące informacje, ciekawostki i konkursy.

Kadarka Túra

Komentarze

Sklepienie kościoła przy głównym placu Szekszárdu zdobi fresk przedstawiający Wniebowstąpienie. W jego rogach Jezusowi towarzyszą aniołowie, na tle czterech świątyń. Każda z nich znajduje się dziś poza granicami państwa węgierskiego. Trianoński resentyment czai się w rozmaitych zaułkach węgierskiej rzeczywistości. Jednym z ciekawych (i niegroźnych dla integralności terytorialnej sąsiadów) jego przejawów jest Kadarka Túra, na którą winiarze z Szekszárdu zapraszają kolegów z obszaru nie tylko dzisiejszych, ale też historycznych Węgier.

Początek trasy. Łukasz Dulniak.

Kadarka Túra to organizowana od czterech lat letnia wyprawa po winiarniach szekszardzkiej Iván-völgyi, czyli Doliny Iwana. Pięcioro tamtejszych producentów zaprasza co roku kolejną piątkę, które potem łączą się w pary i wystawiają przed ulokowanymi na zboczach doliny piwnicami, oddalonymi od siebie o kilkaset metrów. Uczestnicy imprezy do każdej stacji dotrzeć muszą pieszo, by tam spróbować win od każdego z producentów: zimnego na ochłodę po przebytej drodze – w tej roli tradycyjnie białe, rosé lub lokalny siller – oraz popisową kadarką.

Efekt to degustacja panelowa w formie wielogodzinnego pikniku lub też całodzienny pijacki maraton z pretensjami degustacyjnymi. Co kto woli.

Para I: Németh JánosBott Frigyes

János Németh. © Łukasz Dulniak.

Żona Jánosa Németha, Gabriella, to spiritus movens Kadarka Túra. To ona – jak wiele kobiet w winnicach – stoi za żmudną stroną organizacyjną, w tym wypadku również za doborem gości. Gabriella tłumaczy, że pomysł na promocję lekkich czerwonych kadarek w słynącym z zabeczkowanych potworów Szekszárdzie wziął się tyleż z wielowiekowej tradycji uprawy tego szczepu, jak i zupełnie współczesnych wymagań wychudzonych kryzysem portfeli klientów.

Bott Frigyess przybył ze słowackiej strony Dunaju. Jego winnice znajdują się pod Komárnem, ulokowanym w połowie drogi między Budapesztem a Pozsony – jak w niemal sto lat po traktacie w Trianon Węgrzy nadal kpiąco nazywają Bratysławę. To producent dobrze znany na rynku węgierskim. W ostatnich latach furorę zrobiło jego białe Cuvée Grand 3, w tym murowany sukces osiągnie analogiczny kupaż Granum 2013. Czerwona półka nie ugnie się pod naporem tanin: Bott Frigyes oferuje pinot noir, modrą frankovkę (węg. kékfrankos, niem. Blaufränkisch) i kadarkę.

Bott Frigyes Kadarka 2013 – najmłodsza z zaprezentowanych kadarek zgodnie z oczekiwaniami ocieka owocem. Słodkie czereśnie, świeże truskawki i ziarna granatu wylewają się z kieliszka, a w ryzach próbuje je utrzymać mineralny szkielet. Aromaty są intensywne i dają nadzieję na interesującą ewolucję przez najbliższe lata. W skrawku cienia na rozgrzanej czerwcowym słońcem winnicy najlepsze wino dnia.

Németh János Kadarka 2011 – lekko już sezonowana, o eleganckiej budowie. Przyjemnie zgaszony, ale wciąż żywy owoc z dominującą czereśnią w otoczeniu bardzo lekkich nut drewna i skóry, które zawdzięcza ośmiu miesiącom spędzonym w 500-litrowej beczce. Wyraźna kwasowość zapewnia świeżość. Świetnie zbalansowane.

Para II: TüskeBalla Géza

Csaba Halmai z Tüske Pince. © Łukasz Dulniak.

Na drugiej stacji spotkał się nieduży producent węgierski w postaci Tüske Pince, gospodarujący na 10 hektarach i niewielki producent z Rumunii Balla Géza, do niedawna znany jako Wine Princess, uprawiający 100 hektarów winorośli (jego wina recenzowaliśmy na Winicjatywie tutaj).

Tüske znaczy„kolce”. Takie przezwisko nosił dziadek żony właściciela winnicy. Csaba Halmai oddany jest chłopskim korzeniom winogrodnictwa. Dla niego to praca w pocie czoła, pomoc sąsiadom, wspólne zbiory i wspólna konsumpcja owoców tej pracy. Odwołanie do tej tradycji jest w Szekszárdzie rzadko spotykane, bo tutejszą scenę zdominowały generacje rodzin winiarzy o niemieckich korzeniach jak Heimann, Takler czy Eszterbauer. Wracając do samego wina, Halmai zyskał sobie renomę przede wszystkim merlotami. Opisywane przez Winicjatywę, dostępne są w Polsce dzięki Salonowi Win Karpackich.

Géza Balla to natomiast wielka nadzieja na wskrzeszenie legendy kadarki z Miniș. Jego wina powstają w Paulisie pod Aradem, 50 km od granicy rumuńsko-węgierskiej. Wzgórza, na których uprawia winorośl, znalazły się nawet we wczesnej wersji węgierskiego hymnu, by potem ustąpić miejsca lepiej brzmiącym polom Tokaju. Region winiarski Miniș zatonął w wirze XX-wiecznej historii. Géza Balla od pierwszych lat wieku XXI pracuje, by przywrócić jego miejsce na mapie.

Panieńskie wino. © Łukasz Dulniak.

Tüske Kadarka 2012 – Halmai serwuje pierwsze wino z młodych krzewów. Dziewiczy rocznik i organoleptyczna bomba: czarna kadarka z fioletowym refleksem w oku i warzywem w nosie. W ustach bardzo kwaśna i bardzo pikantna. Dzika, ostra jak brzytwa i gorąca jak piekło.

© Łukasz Dulniak.

Balla Géza Kadarka Sziklábor 2009 – Dziwna to para, ale nieoczekiwanie dobrze spasowana. Do dziewiczego wina Tüske Géza Balla przywiózł kadarkę z serii Sziklábor, z angielska zwanej Stonewine, również opisywaną już na Winicjatywie. To pięknie zbudowany, głęboki burgund, którego z powyższym młodzieniaszkiem łączy jedynie kolor – węgiel na tle innych kadarek. Kiedy jednak kolejne roczniki win od Tüske na pewno zbledną, Sziklábor będą trwały ciemne, bo to rodowe znamię ménesi kadarka. Podobnie jak złożone aromaty duszonych owoców, przywiędłych kwiatów i popiołu. Fantastyczne wino, z ręką na sercu trzeba jednak przyznać, że odrobinę zbyt skomplikowane na taką okazję.

Para III: Sebestyén – Gere Tamás & Zsolt

Csaba Sebestyén. © Łukasz Dulniak.

Przy kolejnym postoju wita gości wiecznie chłopięca twarz Csaby Sebestyéna. Winiarz ten nieustannie uchodzi za młodą szekszardzką krew, choć od 1998 roku, kiedy założył obecną winiarnię, zdążyło się już pojawić kilka młodszych generacji. Dla równowagi dokooptowano mu nazwisko wagi superciężkiej. Gere, ale nie mityczny Attila, a jego kuzyn z synem, czyli uprawiający wino na 35 ha Tamás & Zsolt Gere, przy czym osobiście zjawił się ten drugi, młodszy. Przyjechał z Villány, którego bordoski sukces lat 90. do dzisiaj pozostaje punktem odniesienia i niewidzialnym piętnem producentów w Szekszárdzie.

Kompleks ten wyraźnie rysuje się zresztą również u Sebestyéna, który ponad lekkimi winami z lokalnych odmian pozycjonuje bordoski kupaż o charakterystycznie pompatycznej nazwie Gradus i równie charakterystycznych 16 procentach mocy utopionej w syropie waniliowo-eukaliptusowym. Gradus 2003 przez nieszczęśliwe zawalenie ścian w piwnicy spędził aż 27 miesięcy w beczce, co jednak przypadło do gustu krytykom i klientom. Gradus 2007 w ubiegłym roku trafił do grona 25 najlepszych win Węgier w konkursie Pannon Bormustra, więc należy spodziewać się kolejnych.

Sebestyén Iván-völgyi Kadarka 2012 i Gere Tamás & Zsolt Kadarka Válogatás 2012 – oba wina to kadarki robione w ciężkim, poważnym stylu. Jedna i druga emanuje mocnym owocem, ale przejrzała czereśnia podbita wyraźną beczką przechodzi w ich wypadku w gorzką czarną wiśnię. Sebestyén robi wino nieco bardziej kwasowe i słabiej je filtruje, przez co jego kadarka zachowuje więcej dzikości. Z kolei kadarka Gere jest aksamitna i stoi na twardej mineralnej podstawie. W przypadku obu z nich trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że to wina robione na wzór kupaży z wyższej półki, co jednak wypacza charakter szczepu, który lepiej prezentuje się w odsłonach raczej burgundzkich niż bordoskich.

Para IV: FeketeGál Lajos

Lajos Gál i Mihály Fekete. © Łukasz Dulniak.

Wokół piwnicy Fekete, ulokowanej niemal idealnie pośrodku stoków Iván-völgyi, wianuszek młodzieży otacza winiarzy-seniorów. Pomocnicy uprawiają slalom wśród mocno już zmęczonej publiki, rozlewają coraz głębsze kieliszki i grillują węgierskie kiełbasy. Tradycją wieje tu z daleka.

Mimo dobrych 30 stopni w cieniu gospodarz wita się z uczestnikami w swym nieodłącznym grubym swetrze. Legenda mówi, że nikt go dotąd bez niego nie widział. Gościem Mihálya Feketego jest słynny Lajos Gál z Egeru. Doktor filozofii, wykształcony enolog, winem profesjonalnie zajmuje się od połowy lat 70. Doświadczeniem stacji nr 4 można by równo obdzielić pozostałe cztery, czego zresztą nie omieszkają zaznaczyć sami zainteresowani.

Fekete Kadarka 2009 – jasna, przejrzysta, o barwie malinowego kompotu. W nosie przyjemny owoc, elegancko uzupełniony waniliowymi nutami dobrze wtopionej beczki. W smaku delikatnie czereśniowa i odrobinę dymna. Waga lekka, wino subtelne i zwiewne, choć już chyba u skraju swych możliwości.

Biała kadarka. © Łukasz Dulniak.

W międzyczasie Fekete zaprasza do spróbowania jego specjalności. Kadarka blanc de noirs i okazuje się zaskakująco interesującym białym winem z potężnym owocem, zbalansowanym świeżą kwasowością. Jest przy tym długowieczna, bo rocznik 2011 wciąż zachowuje pełnię wigoru i nie ustępuje pod tym względem następcy z 2013.

Gál Lajos Kadarka Pajados 2011 – zbudowane na prężnym mineralnym szkielecie, wyrosłym ze wzgórza Pajados na granicy Egeru i Ostoros, wino o wyraźnym burgundzkim stylu. Kamień w nosie, ostra kwasowość i krystalicznie czysty owoc w ustach. Jeśli chodzi o burgundzkie inspiracje nie ma zresztą mowy o pomyłce, bo Lajos Gál to król węgierskiego pinot noir, a jego kadarka udowadnia, jak podobne mogą być wina z tych szczepów.

Para V: HeimannKoch

Taras u Heimannów. © Heimann.hu.

Po ostatnim, a przy tym najdłuższym i najbardziej stromym odcinku drogi, wykończonym uczestnikom ukazuje się upragniony taras winiarni Agnes i Zoltána Heimannów. To z niego „król doliny” – jak z przekąsem mówią o koledze winiarze z dołu – spogląda na winnice sąsiadów.

Zoltán Heimann to najbarwniejsza postać szekszardzkiego winiarstwa. Na erudycję ściga się z Robertem Makłowiczem (który nota bene importuje jego wina do Polski), posturą przypomina niedźwiedzia, a jego ogorzałą twarz zdobi zawsze idealnie przystrzyżona, srebrzysta broda. Heimann jest też jednym z liderów lokalnej społeczności i odpowiada za wiele wspólnie podejmowanych przedsięwzięć.

Do Heimannów przyjechał József Koch z Boroty w regionie Hajós-Baja, położonym na Wielkiej Równinie Węgierskiej. Obiegowa opinia głosi, że w tym miejscu nie ma prawa powstać dobre wino. Koch nic sobie z niej jednak nie robi, tworzy wina bez kompleksów i otwiera oczy niedowiarkom. Ma już na koncie medale i za beczkowego caberneta, i za mocno skoncentrowane białe cserszegi fűszeres.

Heimann Kadarka 2012 – Kadarki Heimannów to wzór muskularnej interpretacji szczepu, do którego dąży część szekszardzkich winiarzy. W miarę dojrzewania zmieniają barwę z purpury w stronę rubinu, a wyraźne jak na kadarkę taniny stapiają się z mocarnym owocem. Te wina stworzone są do kilkuletniego leżakowania. Degustowana w tym roku kadarka 2007 była winem wciąż żywym, o aksamitnie wygładzonych garbnikach, a jednocześnie bardzo pikantnym. Zaprezentowana na imprezie Kadarka 2012 to wino skierowane raczej w stronę pieprznego brunello niż sprężystego burgunda. Solidnie zbudowane, o ciężkich aromatach dojrzałych czerwonych owoców i relatywnie wyraźnych taninach. Porównując je z rocznikami starszymi, trudno oprzeć się wrażeniu, że powinno zostać otwarte najwcześniej za 2–3 lata.

Wróćmy w tym miejscu jeszcze do kwestii charakterystycznej pikanterii. Jest ona znakiem rozpoznawczym klonu P.9, z którym wiązane są nadzieje na uporządkowanie chaosu w morzu bardzo zróżnicowanych gron tradycyjnie określanych jako kadarka. W samym Szekszárdzie nie brak winnic obsadzonych 70-letnimi kadarkami. Rośliny znacznie się od siebie różnią i dają owoce o odmiennej charakterystyce. Aby ujednolicić wzór kadarki, Heimannowie wraz z naukowcami Uniwersytetu w Peczu i innymi winiarzami prowadzą badania nad kilkunastoma klonami. Już teraz jednak najpopularniejszy staje się pikantny P.9.

Niespodzianka! © Łukasz Dulniak.

Koch Kadarka 2013 –  a oto czarny koń wyścigu. Wyprodukowane pod niebem płaskiego jak naleśnik regionu Hajós-Baja, oddalonego od Szekszárdu raptem o 50 km w linii prostej, spotkało się z pobłażliwym przyjęciem przez gości, którzy nie mieli okazji wcześniej go próbować. Kadarka Kocha okazała się ultraowocowa – wiśnie, truskawki i czereśnie otula w niej aromat ziół palonych pełnym słońcem, a nawet lukrecji, którą idealnie równoważy wyraźna kwasowość. Całość tyleż fantastyczna, co niespodziewana.

Rodzina Heimannów. © Heimann.hu.

Kadarka Túra nieprzypadkowo wyszła w tym roku poza granice Szekszárdu. Tamtejsi winiarze nie kryją pretensji do uznania ich regionu za stolicę jakościowej kadarki.

W czerwcu ubiegłego roku Zoltán Heimann zorganizował „okrągły stół”, Kadarka Round Table, do którego zaprosił kolegów uprawiających ten szczep w całym Basenie Karpackim. W spotkaniu wzięło udział kilkudziesięciu winiarzy z Węgier, Rumunii, Słowacji, Serbii i Bułgarii, każdy z nich przywiózł swoje wino i opowiadał o jego wizji. Heimann nie kryje zadowolenia i zapowiada powtórki co dwa lata, w toku których liczy na wypracowanie porozumienia co do przyszłego oblicza kadarki jako wizytówki środkowoeuropejskiego winiarstwa. Jeśli mu się uda, wizytówka ta nosiła będzie znamię Szekszárdu.

Komentarze

  • ebeek

    Świetny artykuł o smacznych winach, których nazwa w Polsce kojarzy się jak najgorzej ;)

  • Łukasz Dulniak

    Tym lepszy temat :) Dzięki!

  • Dzięki za ten tekst. Aż chce się pojechać i napić tych win.

    Dodam że włączanie przez winiarzy węgierskich tzw. ziem rdzennie węgierskich (czyli skolonizowanych przez nich w poprzednich stuleciach) jest bardzo rozpowszechnioną praktyką. Nie tylko dotyczy to Kadarka Tura ale też większości węgierskich przewodników i książek winiarskich, a także sklepów. Wina z Komarno czy Transylwanii traktowane są jako „import wewnętrzny”.

  • Sławomir Hapak

    Odrobinę „kulturówki”, jeśli wolno. Nigdy nie odniosłem wrażenia, by Węgrzy o Bratysławie wypowiadali się w sposób pogardliwy. Owszem, mówią na nią Pozsony, tak jak tradycyjną polską nazwą tego miasta było Pożoń, śląsko-niemiecką zaś chyba Pressburg. Nie wiem nawet, szczerze powiedziawszy, kiedy i dlaczego przechrzczono je na Bratysławę.
    Pozsony cieszy się nostalgicznym szacunkiem Węgrów z wielu powodów. Nie ostatnim z nich jest ten, że przez wieki była to stolica koronacyjna węgierskich królów.
    Pomijam już jawną niesprawiedliwość wiadomego traktatu, łamiącego w szczególności podstawową zasadę prawa międzynarodowego jaką jest samostanowienie narodów. Ale stawiając się na miejscu Węgrów: utrata Pozsony jest dla nich mniej więcej tym czym dla nas byłaby utrata Krakowa.

  • W 1910 Węgrzy stanowili w Bratysławie 1/3 populacji (w całej Słowacji chyba mniej niż 30%), w 1919 jeszcze mniej, więc porównanie do Krakowa nie do końca jest celne.

  • Łukasz Dulniak

    Węgrzy stali i stoją w ambiwalentnej sytuacji byłych współwłaścicieli imperium, przez które zostali skolonizowani i poprzez które kolonizowali. Za Słowacją, Siedmiogrodem, Serbią, Chorwacją i Zakarpaciem tęsknią i często dają temu wyraz, nawet w oficjalnych stanowiskach. Resentyment jest moim zdaniem wyraźny i często przeziera właśnie przez lżejszą lub mocniejszą kpinę, pogardę również. Słyszałem ją wielokrotnie, ale oczywiście mogę sobie wyrazić świat, w którym Pana, Sławomirze, ominęła :)

  • Łukasz Dulniak

    Oczywiście, tu katalog węgierskich winnic w sklepie http://www.bortarsasag.hu/en/, jest i Bott, i Balla.

    Dziękuję za ciepłe słowa!

  • Sławomir Hapak

    Oczywiście, to tylko porównanie. Niemniej jednak to nie słowackim królom wkładano tam korony na głowy…
    Myślę, że w początkach XXw. w Krakowie Polaków było nieco więcej niż Żydów. Choć w Lublinie było chyba akurat odwrotnie ;-)

  • Sławomir Hapak

    Po prostu mieszkam nieco dalej na południe. Tu, mówiąc o południowych stokach Bieszczadów, nadal mówi się „węgierska strona” ;-)