Winicjatywa zawiera treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich.

Treści na Winicjatywie mają charakter informacji o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz.U. 2012 poz. 1356).

Winicjatywa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.

Zapisz się do naszego newslettera!

Dowiedz się przed innymi o najlepszych winach, promocjach i degustacjach.

Opuść stronę

Polub nas na Facebooku! Bieżące informacje, ciekawostki i konkursy.

II Zlot Blogosfery winiarskiej

Komentarze

W Warszawie odbył się II Zlot winiarskich blogerów. To kontynuacja imprezy, którą Winicjatywa zorganizowała po raz pierwszy rok temu. Spotkanie w przyjacielskim gronie i atmosferze ma na celu integrację środowiska, wymianę doświadczeń i wspólną naukę. Udział wzięło 27 blogów o winie (na 69 aktualnie czynnych) plus nasi przyjaciele z Magazynu Wino i oczywiście sama Winicjatywa. Był to więc niezły przegląd polskich winopisarzy A.D. 2015.

Baner II Zlot

Formuła była taka sama, jak rok temu: rano gadanie, po południu degustowanie. W tym roku w ramach gadania zaproponowaliśmy trzy wystąpienia. Niżej podpisany przedstawił „power ranking” polskich blogów – kto z blogerów jest najbardziej aktywny, kto się liczy i ma rzeczywisty posłuch. Wnioski z tej analizy przedstawię w osobnym tekście.

Kto to jest bloger? © Blurppp.
Kto to jest bloger? © Blurppp.

Bardzo ciekawa okazała się prezentacja Instytutu Psychologii Polskiej Akademii Nauk. Magdalena Stępień, Julian Zubek i Michał Denkiewicz pod wodzą dr hab. prof. UW Joanny Rączaszek-Leonardi przez blisko rok badali język opisu wina w polskim internecie oraz kompetencje degustacyjne szerokiej próby konsumentów. Psychologia języka to bardzo ciekawy temat – czy my mówimy językiem, czy język mówi nami? Czy język opisu wina podąża za wyobraźnią, czy struktury językowe determinują percepcję? Inaczej mówiąc, czy bogaty bukiet wina staramy się wyrazić nowymi słowami, czy też naginamy go do istniejących kalek takich jak „mocna wiśnia w nosie”? W kolejnym wystąpieniu Mateusz Szaniewski z Agory przybliżył różne media społecznościowe i sposób ich wykorzystania w dotarciu do czytelników bloga.

Słowa najczęściej używane w opisie wina. © Nóż i Widelec.
Słowa najczęściej używane w opisie wina. © Nóż i Widelec.

Po południu odbyły się trzy sesje degustacyjne: komentowane prezentacje win z Polski, Portugalii oraz starych butelek z kolekcji Sławomira Chrzczonowicza i Wojciecha Bońkowskiego; prezentacja nowej oferty letniej Lidla (sponsora Zlotu – pełna recenzja wkrótce) oraz najciekawsza dla wielu degustacja w ciemno połączona z konkursem. Blogerzy mieli zdegustować 14 próbek i określić, czy wino pochodzi z marketu/dyskontu, czy ze sklepu specjalistycznego (a także zgadnąć kraj i region/apelację pochodzenia, szczep winorośli oraz cenę). Ideą było sprawdzenie, czy wino z dwóch stron rynkowej barykady (oczywiście w zbliżonych stylach i cenach) odczuwalnie się od siebie różnią. A przy okazji – test kompetencji dla winiarskiej blogosfery.

Jedna z degustacji komentowanych. © Nóż i Widelec.
Jedna z degustacji komentowanych. © Nóż i Widelec.

A oto degustowane wina i wyniki testu:

1. Jaume Serra Cava Brut – 18,99 zł (Faktoria Win – zobacz nasz opis tego wina)
Kraj prawidłowo poznało 50% blogerów, region – 41%, szczep – 41%, market – 55%, cenę (w przybliżeniu do 5 zł) – 32%. Średnia ocena – 3/6.

2. Família Oliveda Brut Jove – 33,50 zł (El Catador – zobacz nasz opis tego wina)
Kraj – 64%, region – 55%, szczep – 55%, sklep – 55%, cena – 23%. Ocena – 3,2

3. HãHã Marlborough Sauvignon Blanc 2013 – 54 zł (Wines United – zobacz nasz opis tego wina)
Kraj – 41%, region – 27%, szczep – 68%, sklep – 36%, cena – 14%. Ocena – 3

4. Seifried Estate Nelson Sauvignon Blanc 2014 – 45,99 zł (Marks & Spencer)
Kraj – 68%, region – 0%, szczep – 95%, market – 36%, cena – 14%. Ocena – 3,8

5. Guerrieri Rizzardi Valpolicella Classico 2013 – 53 zł (Winkolekcja)
Kraj – 5%, region – 5%, szczep – 5%, sklep – 23%, cena – 5%. Ocena – 2,5

6. Fratelli Farina Valpolicella Classico Superiore 2011 – 46,90 zł (Alma)
Kraj – 14%, region – 0%, szczep – 0%, market – 23%, cena – 32%. Ocena – 3,6

7. Domaines Lorgeril Minervois La Galine 2013 – 39,50 zł (Mielżyński)
Kraj – 68%, region – 0%, szczep – 59%, sklep – 41%, cena – 36%. Ocena – 3

8. Château de Pouzols Minervois 2012 – 59 zł (Faktoria Win – zobacz nasz opis tego wina)
Kraj – 55%, region – 0%, szczep – 45%, market – 41%, cena – 18%. Ocena – 4,2

9. Château Pontet Fumet Saint-Émilion Grand Cru 2007 – 49,99 zł (Lidl)
Kraj – 27%, region – 18%, szczep – 14%, dyskont – 41%, cena – 9%. Ocena – 3,7

10. L’Étoile de Château Villegeorge Haut-Médoc 2011 – 62 zł (Winkolekcja)
Kraj – 18%, region – 5%, szczep – 23%, sklep – 41%, cena – 14%. Ocena – 3

11. Goanvi Douro Stravaganza 2012 – 31 zł (Kondrat Wina Wybrane)
Kraj – 14%, region – 14%, szczep – 9%, sklep – 64%, cena – 36%. Ocena – 2,7

12. João Portugal Ramos Marquês de Borba Tinto 2013 – 29,99 zł (Biedronka – zobacz nasz opis tego wina)
Kraj – 0%, region – 0%, szczep – 14%, dyskont – 64%, cena – 27%. Ocena – 3,4

13. Château Jolys Jurançon 2012 – 68,90 zł (Mielżyński)
Kraj – 32%, region – 5%, szczep – 5%, sklep – 45%, cena – 9%. Ocena – 3,4

14. Château de Rayne Sauternes Madame de Rayne 2006 – 49,99 zł (Lidl – zobacz nasz opis tego wina)
Kraj – 64%, region – 55%, szczep – 55%, dyskont – 45%, cena – 23%. Ocena – 4,1

Jako organizator degustacji wina dobrałem w parach na zasadzie maksymalnego podobieństwa – najczęściej były to wina z tej samej apelacji w bardzo zbliżonych cenach (ale uczestnicy testu o tym nie wiedzieli). Z marketów w większości starałem się dobrać wina wyróżniające się, wysoko oceniane przez samych blogerów. Unikałem win najtańszych (poniżej 20 zł), gdyż trudne byłoby dobranie do nich odpowiedników ze sklepów specjalistycznych, gdzie ceny zaczynają się w zasadzie od 20 zł. A oto wnioski w kolejności od najmniej do najbardziej istotnych:

1. Między winami z marketów a sklepów specjalistycznych nie ma żadnej ontologicznej różnicy. Trafność w rozpoznaniu miejsca zakupu wina wyniosła z reguły poniżej 50%. Jest to rzecz oczywista dla każdego obytego degustatora, ale teraz otrzymała eksperymentalne potwierdzenie.

2. Co więcej, blogerzy generalnie wyżej ocenili wina pochodzące z marketów i dyskontów, nawet wtedy, gdy są ciut tańsze (5 przypadków na 7). Ja sam w tych parach oceniałbym wina nieco inaczej – zdecydowanie bardziej podobała mi się Valpolicella z Winkolekcji niż Almy (brett) czy Bordeaux z Winkolekcji niż z Lidla. Czy wyższe oceny blogerzy przyznawali po prostu winom cięższym? A może drugiemu winu w każdej parze?

3. Polscy blogerzy winiarscy w zasadzie posiadają podstawowe kompetencje degustacyjne. Są w stanie rozpoznać podstawowe style win takie jak Sauvignon Blanc, Syrah, Cabernet Sauvignon, Cava, Sauternes. Wiedzą, że Bordeaux robi się z Merlot i Cabernet Sauvignon, szampana z Pinot Noir, a tokaj z Furminta i Hárslevelű. To cieszy – dowodzi, że nie są ludźmi z ulicy. Oczywiście, nie obyło się bez wpadek – nikt (!) z blogerów nie rozpoznał Marquês de Borba z Biedronki, wina wałkowanego przez wszystkich od miesięcy. Nowozelandzkie Sauvignon rozpoznawano jako Viognier z Langwedocji, Médoc jako chilijskie Carménère albo Châteauneuf-du-Pape… Wpadki i zaćmienia zdarzają się również profesjonalnym degustatorom. Bardziej martwi, że…

4. Blogerzy wpadają w kłopoty, gdy wino zaczyna choć trochę wykraczać poza mainstream. Na 44 próby tylko jedna osoba rozpoznała Valpolicellę, choć bardziej typowego wina niż Guerrieri Rizzardi dobrać nie sposób. Mieszanki Syrah/Grenache nikomu nie skojarzyły się z Langwedocją. Kłopoty sprawiło odróżnienie Prawego od Lewego Brzegu w Bordeaux (oraz Bordeaux od reszty świata).

5. Najgorzej blogerzy wypadli w określaniu… ceny. W najlepszym razie trafiała ją (w przybliżeniu do 5 zł) jedna trzecia uczestników. Przy niektórych winach rozstrzał w propozycjach sięgał od 9,99 do 150 zł. Czy to dlatego, że blogerzy najczęściej piją wina bardzo tanie? Wniosek nie wydaje się uprawniony, ale problem pozostaje.

6. Krótko mówiąc, kompetencje degustacyjne blogerzy generalnie mają, ale powierzchowne. Najlepszym wynikiem okazało się 30 punktów (na 63 możliwe). Połowa blogerów zmieściła się w przedziale 19–24 pkt., czyli myliła się w dwóch przypadkach na trzy. Kilka osób piszących publicznie o winie zdobyło 12 albo wręcz 6 punktów. Generalnie więc nie jest tragicznie, ale o ponadprzeciętnych kwalifikacjach czy zdobywaniu jakichś dyplomów nie ma co mówić. Trzeba trenować i podnosić swoje kwalifikacje. Trzeba porównywać wina między sobą i pić je w ciemno. Trzeba częściej sięgać po wina mniej banalne.

Sebastian Bazylak najlepszym degustatorem wśród blogerów. © Nóż i Widelec.
Sebastian Bazylak najlepszym degustatorem wśród blogerów. © Nóż i Widelec.

Zwycięzcą degustacji w ciemno został Sebastian Bazylak z bloga Zdegustowany (współpracuje również z Do Trzech Dych). W nagrodę pojedzie do Langwedocji na zaproszenie Faktorii Win. Na podium uplasowali się również Maciej Gontarz (Viniculture), Agata Galińska (Winniczek) i Mariusz Boguszewski (Pisane Winem).

A relacje ze Zlotu Blogosfery przeczytacie na blogach:

Blurppp – Zapiski z Pustyni – ripostakontrriposta

Czerwone czy Białe? – przeczytaj też ciekawy komentarz do niniejszego artykułu

EnoEno

Healthy Plate

Kobiety i Wino

Lampka Wina

Nasz Świat Win

Naturalnie Wino

Nóż i Widelec

On Egin Eta Topa

Trzy Kolory Wina – również relacja z seminarium

Viniculture

Winne Refleksje

Winniczek

Z Winem do Kina

Wpisy na portalach społecznościowych (Facebook, Twitter, Instagram) może śledzić za pomocą tagu #winneblogi.

Sponsorem generalnym imprezy był Lidl.
Sponsorem generalnym imprezy był Lidl.

Zlot Blogosfery był komercyjną imprezą organizowaną przez Winicjatywę. Wstęp dla blogerów był płatny. Sponsorem generalnym imprezy był Lidl. Fundatorem nagrody dla najlepszego blogera jest Faktoria Win. Dziękujemy importerom, którzy udostępnili wina do degustacji – Lidl, Faktoria Win, Marks & Spencer, Alma, El Catador, Atlantika.

Komentarze

  • Tomasz Wagner

    Co do punktu pierwszego z podsumowania – a niby dlaczego miałaby być (różnica)? Wino z Lidla za 50 pln, z Biedry za 30… Jak procentowo kształtuje się ilość etykiet w tej cenie w tych marketach w stosunku do całości ich oferty? Poza jednym winem dobraliście wina a)w cenie 30+, b) w podobnej cenie sklep/market. Rozumiem, że inaczej się nie dało bo sklepy specjalistyczne nie sprzedają badziewia za 10 czy 15 pln. Ale wysuwanie na tej podstawie ogólnego wniosku, że nie ma różnicy pomiędzy winem z marketu i sklepu specjalistycznego ( zasugerowanie oceny do całej kolekcji dostępnej tu i tu) jest nadużyciem. Takie porównanie świadczy tylko o podobnym marżowaniu.

  • Linki do wpisów na blogach są niewłaściwie podlinowane..

  • HealthyPlate
  • Radek Rutkowski

    „sklepy specjalistyczne nie sprzedają badziewia za 10 czy 15 pln” – oczywiście, że sprzedają, tyle że nie za 10 czy 15 pln.

  • Paweł Parma

    Szanowna Winicjatywo,
    niezmiernie ciekawią mnie badania prowadzone przez p. prof. Joannę Rączaszek-Leonardi. Czy badania te przełożyły się na jakieś publikacje (nawet jeśli nie książkę, to chociaż artykuły)?

  • poprawiłem

  • uzupełniłem. i dziękuję za wpis ;-)

  • Tak właśnie napisałem. Win w porównywalnych cenach z marketów i małych sklepów statystycznie nie da się odróżnić. W tańszych zaś małe sklepy nie konkurują.

  • Tomasz Wagner

    Dziękuję.

  • danita

    Hmm, pytanie tylko kiedy będzie recenzja win z Lidla, które były degustowane na zlocie Blogosfery? Kiedyś Winicjatywa była szybsza w tych recenzjach :(.

  • Gdy teraz z perspektywy czasu patrzę na słowa na tablicy to mam wrażenie, że brak tam jednego. Tym magicznym słowem jest ,,promotor”. My nie jesteśmy ekspertami, krytykami, kiperami czy nie daj Boże enologami (na enologa to chyba dyplom uczelni trzeba mieć). My jesteśmy promotorami wina i kultury wina. Częściowo to za naszą sprawą wino trafia na facebookowe tablice kilku tysięcy osób, a potem do ich umysłów. Niby nic a może jednak coś.

  • Marcin Aleksander

    Jakiego typu kompetencje ma sprawdzić degustacja w ciemno? Wszak bloger opisywane wino widzi (jak konia), bo butelkę kupił lub dostał (pewnie częściej) za widnego ;). Nie ma żadnego znaczenia dla czytelnika, czy bloger potrafi rozpoznać w ciemno np. Valpolicellę. Znaczenie ma w jaki sposób pisze o winie, czy ma jakiś pomysł na prowadzenie bloga. Kompetencje to język, język i koncept. Ważne jest też, co z wina potrafi wyciągnąć, jak je zinterpretować i jak to przełożyć na trudną materię słowa, mniej ważne czy po ciemku chadza do piwnicy. Bo blog to nade wszystko tekst, wie o tym „lampka wina” ;).

  • Jutro. Pracujemy nad zdegustowaniem wszystkich 31 win z tej oferty a nie tylko tych z degustacji prasowej ;-)

  • Nie do końca się zgadzam. Żeby prawidłowo ocenić i opisać Valpolicellę, to trzeba znać jej cechy charakterystyczne i poznać je w sytuacji kontrolnej (degustacji w ciemno).

    W innym razem będziemy mieli to, co jest plagą blogów: „To pierwsze Sancerre jakie piję, ale wydaje mi się trochę nietypowe i kompletnie mi nie smakowało – zdecydowanie za kwaśne”.

  • Wojtku
    na obronę mam tylko tyle, że mógł zadziałać mechanizm zbiorowego ogłupienia. Sam dwa razy zmieniłem odpowiedź na podstawie szumu sali:).
    Pierwsze były prawidłowe. Co ciekawe też dwa razy pisałem dobrze w pierwszym odruchu, a potem zaczęło się kombinowanie. W efekcie dobra odpowiedź trafiła do kosza. Brak pewności siebie to też istotny czynnik w tej układance. Ale to może dotyczy tylko mnie

  • Marcin Aleksander

    Panie Wojtku autor tekstu „To pierwsze Sancerre jakie piję…” może powinien zastanowić się nad zmianą tematyki swojego bloga? Natomiast nie gniewałbym się gdyby Sancerre nie rozpoznał w ciemno. Na pewno przed założeniem bloga warto kilka butelek tego i owego wypić ,mieć jakies podstawy. Chyba, że blog ma pełnić funkcję ściśle edukacyjną…ale do tego są książki o winie, degustacje, Winicjatywa itd. Blog to osoba, a co za tym idzie – osobowość. Pan – nie bez swoich racji – stawia na profesjonalizm (ocena i opis), ja bardziej liczę na inwencję, na wyszukiwanie jakichś ciekawych butelek, na dar mówienia. W różnorakie oceny – z wiekiem – mniej wierzę, mniej mnie też interesuje czy ktoś wyczuł w bukiecie np. czereśnie. Idzie raczej o emocje, których wino dostarcza i o umiejętne pisanie o nich. Jedno oczywiście nie wyklucza drugiego, wiem…

  • Pytanie tylko czy bloger chce oceniać wino przez kontekst regionu, apelacji itp. czy też po prostu skupia się na tej konkretnej butelce?

  • kielon

    Proszę uszanować wątroby Redakcji ;)

  • Skupianie się na konkretnej butelce bez kompetencji żeby ją zinterpretować to jest oszukiwanie czytelników.

  • Picie wina po raz pierwszy na wizji to nie jest żadna edukacja. To jest tani talk-show. Żadnej korzyści z czegoś takiego czytelnicy nie mają.
    Jasne, styl komunikowania jest też istotny, ale jakieś minimum kompetencji musi być.
    W innym razie to przypomina blog pt. Bońkowski opisuje z zewnątrz motocykle wyścigowe. Ten ładny, ten mi się podoba, na tym się wygodnie siedzi.

  • I jak ktoś szuka motocykla do postawienia przed domem, co by sąsiedzi widzieli to właśnie na taki blog czeka.
    Każdy towar ma swojego kupca.
    Całe lata mówiono w motoryzacji najważniejsze są liczby i tak robiono programy, a potem przyszedł Top Gear i wszystko się zminiło

  • Irku proszę nie bądź prowokacyjnie śmieszny. Blog dla chcących postawić motocykl przed domem? Do tego chcemy równać?

    Top Gear był świetnie wyreżyserowanym programem, ale to nie znaczy że występujący w nim ludzie nie znali parametrów albo pierwszy raz siadali za kółkiem np. mazdy i jeszcze się tym chwalili.

  • Zgadzam się, że wszystko zależy od komunikacji. Czym innym jest uprzedzić, że choćby Sancerre się wczesniej nie pijało ale ta butelka podoba się/nie podoba się z jakiejś przyczyny, a czym innym generalizowanie. Jakby blogerzy mieli nie opisywać butelek z regionów, czy szczepów które piją pierwszy raz w życiu to blogosfera wiele by straciła i szybko wszyscy skupiliśmy się na najbardziej popularnych butelkach. A dzięki temu wciąż mamy dużą różnorodność. Natomiast w przypadku „głównych” rodzajów win rzeczywiście można od blogerów wymagać coraz większej wiedzy.

  • Marcin Aleksander

    No właśnie o tym mówię. Blog edukacyjny powinien być raczej prowadzony przez osobę kompetentną. Wówczas rozpoznawanie cech danego regionu, wina itp. ma sens. Natomiast mam nieco inne oczekiwania, i pewnie część czytelników też. Blog to rzecz do poczytania, a autor powinien zaintrygować, jeśli nie trafną metaforą, to przynajmniej ciekawym znaleziskiem. Mniej sztywną formą oceny, choćby i trafną (o co pewnie niełatwo).

  • Nie chcę nikogo prowokować. Ale skoro najpopularniejszym medium o winie w Polsce jest D3D które nie daje ani wiedzy ani emocji. Ponieważ ostatnio dowiedziałam się o istnieniu całej rzeszy ludzi czytającej recenzje książek, ale już nie książki. Recenzja wystarczy by zabłysnąć w towarzystwie. Ponieważ nawet od innych winnych blogerów dowiaduje się , że większość wpisów jest zbyt długa. Ponieważ świat idzie w stronę powierzchowność, nikt albo prawie nikt nie chce pogłębionej analizy. itd itd patrz sukces zdawkowej prasy kobiecej myślę że blog o tym który motocykl przed domem zrobi wrażenie to może skrajność, ale chodzi mi o sens.
    Ile osób w Polsce z pamięci wymieni 5 apelacja Burgundii? A ile kupuje wino aby pokazać że nie są tacy ostatni bo wino piją. często bez przyjemności

  • Zastanawiam się też czy aby prawidłowo ocenić Valpolicellę nie wystarczy, aby np. spośród kilku win ją rozpoznać. Bo jeszcze czym innym jest dopasowanie konkretnego regionu zupełnie w ciemno. Nie chodzi o to, że chcę kogokolwiek (nawet siebie) bronić, zastanawiam się tylko czy wyciągane wnioski nie są zbyt daleko idące.

  • Jeszcze takie uzupełnienie. Wojtku masz olbrzymią wiedzę i chętnie na łamach WI się nią dzielisz. Po czym w komentarzach dostajesz feedback a ile to wino ma serduszek. To tak jak byś objechał motocyklem świat, by sprawdzić go w każdych warunkach, a na koniec cię ktoś zapyta. a na podjeździe jak się to prezentuje.

  • Krótkość i zwięzłość nie musi oznaczać powierzchowności, a już zwłaszcza braku kompetencji.
    Owszem dostosowujmy się do publiczności pod względem formy (jeżeli akurat mamy ambicję by być medium „masowym” mniej lub bardziej). Ale nie stawiajmy znaku równości z kompletnym zanikiem kompetencji.
    Piszący publicznie o winie ma moralny obowiązek wymienić 5 apelacji z Burgundii (na 100 istniejących).

  • To nie jest dobre porównanie. Feedback polega na tym – w jakim sposób ten motocykl ocenić na tle innych w łatwo przyswajalnej skali. Taka ocena może być wyssana z widzimisię albo oparta na kompetencjach. I o takiej różnicy tutaj rozmawiamy.

  • Ja nie do końca rozumiem to przeciwstawienie. Jak się pisze edukacyjnie to trzeba wiedzieć o czym się pisze, a jak felietonistycznie to już nie trzeba? Czytelnikowi wystarczy że będzie metaforycznie i intrygująco i już łyknie tę rozrywkę?

    Zgadzam się natomiast że „nie gniewałbym się gdyby Sancerre nie rozpoznał w ciemno”. Tu nie chodzi o gniew, tylko żeby publiczni krzewiciele wina czyli nad sobą ten imperatyw, że mają się doskonalić aż owo Sancerre poznają.

  • Sancerre to jest „główny rodzaj wina” ;-)

  • ja nie mówię, że nie jest :)

  • No jasne, ja nie absolutyzuję tych wyników. Ale mimo wszystko niepokoi mnie, że w komentarzach pojawia sie wątek „bloger nie musi tego wiedzieć / znać”. Właśnie że powinien, a jak nie wie to niech się ruszy i dowie. Tylko wtedy będzie lepszym blogerem.

  • Zgadzam się w 100%. Im więcej będziemy widzieli tym lepiej dla nas i przede wszystkim czytelników.

  • Mówimy o tym samym. Tylko z różnych punktów widzenia. Sam staram się uczyć, z drugiej strony im więcej wiem tym większe braki w swojej wiedzy widzę.
    Tylko teraz wypada zadać pytanie o poziom podstawowy, poziom od jakiego wolno o winie publicznie pisać. Czy to poziom WB, wtedy trzeba zamknąć wszystkie blogi czy poziom o krok ponad czytelnika.

  • Jeśli pierwszy raz piję Sancerre i piszę o tym, to nie jestem o krok przed czytelnikiem. Jestem dokładnie w tym samym miejscu co on. Z jakiegoś względu mi się uwidziało, że czytelnik będzie chciał przeczytać opinię innej osoby która nie ma o Sancerre pojęcia.
    Dokładnie o to mi chodziło.

  • Radek Rutkowski

    Przecież Top Gear to nie jest program o motoryzacji :).

  • Radek Rutkowski

    Jeśli idę do sklepu po owo Sancerre, to chcę dostać dobre Sancerre, a nie dobre wino, które nie smakuje w ogóle jak Sancerre. Albo nawet jeśli, to chcę świadomie dokonać takiego wyboru na podstawie recenzji tego wina.

  • Marcin Aleksander

    To jest pytanie czego oczekujemy od blogera. Ufam, że dostrzega Pan różnicę między „Lampką wina” a np. „Do trzech dych”. Przede wszystkim dyskusję rozpocząłem od mało znaczącego problemu dla prowadzenia bloga „nierozpoznania wina w ciemno”, co też jakoś argumentowałem (i podtrzymuję). Inna sprawa, że bloger powinien zanim w ogóle rozpocznie pisanie mieć jakieś podstawy (czyli „kilka” win wypitych, rozpoznanych), tez o tym wspomniałem. Natomiast nawet jeśli będzie znał wszystkie apelacje, choćby jeno Europy, większość szczepów rozpozna w ciemno, to nie zrobi to z niego automatycznie dobrego blogera. Bo blogowanie to coś więcej niż bycie „ogarniętym” w świecie wina. Są blogi do sprawdzania w telefonie (nie korzystam ale obserwuję w sklepach), są też do czytania. Dobrze połączyć wiedzę z talent pisarskim, z pomysłowością, temu nie przeczę.

  • Różnicę dostrzegam i przeciwstawienie zrozumiałem. Nie rozumiem tylko, dlaczego te dwa typy blogów miałyby się różnić co do wymogów kompetencyjny. Talent pisarski, pomysłowość mogą być oprócz, a nie zamiast.

  • Marcin Czerwiński

    Polskie blogi winiarskie (specjalnie generalizuję) niczego ciekawego nie oferują sobą. Wałkują w kółko tematy dyskontowe, gremialnie powtarzają recenzowane wina zazwyczaj z oferty jednego dystrybutora, który przesłał paczuszkę do degustacji kilku/nastu osobom. Nudy! Wszystko toczy się wokół win do 30-50 zł (pomijam speców od win do 30 zł, którzy otwarcie przyznają się, że droższe im nie smakują). Blogerzy stoją w miejscu; świat winiarski im ucieka. Tylu topowych producentów, winiarskich legend i gwiazd apelacji chyba w Polsce jeszcze nie było. Zamiast nich recenzowane są kolejne wrzutki dyskontów.

  • Proszę uwierzyć, że blogerzy chcieliby recenzować jak najwięcej topowych win. Niestety bardzo często w tym zakresie poważnym ograniczeniem jest zasobność portfela. Bo blogowanie to hobby a nie zawód.

  • Marcin Aleksander

    Zamiast, kiedy wino jest tylko pretekstem do opowiedzenia czegoś ciekawego, do czego wino nas zainspirowało, nakierowało ku rzeczy myślenia :). Lepiej czytać coś takiego, około winnego, niż niekompetentną pseudo-notkę. Dlatego naciskam na inwencję.

  • Marcin Czerwiński

    Ale Państwu udaje się degustować, choćby z ostatnich wpisów, wina od Gunderlocha i inne ciekawe dionizjaki od małych importerów, czyli nie w zasobności portfela leży problem ;)

  • Daderma

    Gratulacje dla zwycięzcy :-).
    Odnoszę wrażenie iż niektórzy blogerzy są jakby zawstydzeni uzyskanymi wynikami oraz podirytowani.Więcej luzu Panowie i Panie a będzie coraz lepiej. :-))

  • Wojtku
    A moim zdaniem zależy. Jak mówimy o Sancerre, powinach i stosunkowo tanich to masz rację. Al ejak juz wchodzimy w wina mocno niszowe, jak opisany przez ciebie

    Jané Ventura Sumoll 2012, to moim zdaniem można śmiało to wino opisać. Ludzi którzy pili sumoll w Polsce jest kilkunastu. Ja nie piłem.
    Kolejny przykład, za parę dni będę raportował z Tirany i innych części Albanii. Jadę liznąć zupełnie nie znanego i nie obecnego na polskich półkach tamtejszego winiarstwa.
    NA dziś nie wiem o nim prawie nic, pytałem Bosaka, Kapczyńskiego, Chrzczonowicza, nilt nic nie wie. Literatury nie ma poza jednym artykułem Gogolińskiego sprzed 6 lat.
    Jest też film Winicjatywy gdzie Bieńczyk jest poddawany ślepej degustacji i wie że to obrzeża Europy ale nie wie że Albania.
    Będę sie tych win uczył tam na miejscu, od tamtejszych winiarzy, kelnerów, sprzedawców itd. Czy w związku z tym mam o tamtych winach nie pisać ?
    Uważam, ze wręcz odwrotnie, że muszę pisać, że mam czytelnikowi pokazać jak sie tamtejszych etykiet, technologi, szczepów uczę.Myślę , że to może być dla czytelnika ciekawe. Choć może sie mylę.
    P.s. Znajomość podstaw jest jednak wymagana a Loara to podstawy

  • Jasne, Sumoll i Albania. Ale nie o takich przypadkach mówimy. Mówimy o tym że 82% uczestników nie poznało klasycznego Medoc a potem na blogach mnożą się wpisy że „Bordeaux to jest wino takie a takie”.

  • Ja też nie poznałem! Wstyd mi bi liczać tylko te spróbowane w dostawach Lidla i Biedronki była to co najmniej 101 butelka, a tak w ciągu ostatnich lat pewnie 350. No nie poznałem i już. Czy w takim razie powinienem przestać pisać o winie?

    Jest to jakiś pomysł

  • Marcinie
    Przestańmy robić zarzut z tego, że blogerzy jakąś część swojej uwagi poświęcają połowie polskiego rynku. A tyle maja dyskonty + markety.
    Po drugie to trochę wina czytelników. Każdy pisze bo chce być czytanym. Wpois o winach COS w ciągu 2 tygodni miał około 450 czytelników. Wczoraj opublikowany wpis o LIdlu w ciągu 18 godzin 843 czytelników. Czy to nie pokazuje co was drodzy czytelnicy interesuje ?
    Tak sie tańczy jak orkiestra gra. Polecam ten wywiad http://wyborcza.pl/1,76842,12534040,Miecugow__Tabloidyzacja_odbiorcow_niszczy_media__Najwieksza.html

  • Marcin Aleksander

    Ale są też inne markety. Dla przykładu w Auchan jest Bock (35 zł, więc nie majątek), Varga z butelką Egri i Kekfrankosa (to zupełnie za grosze, a może warto?), Saumur-Champigny, jakiś Viognier, biały Bergerac a w Carrfourze świetne SB z Touraine itd. Czy zawsze niejaki Bońkowski ma wygrzebywać perełki? Ale ok, klikalność… Rozumiem.

  • Marcin Czerwiński

    Ale taki klient/czytelnik chce tylko garści gwiazdek lub serduszek; nie jest zainteresowany samym winem, raczej szuka uzasadnienia własnego zakupu oceną wina na Twoim blogu czy tutaj na WI. Nie potępiam tego; takie czasy, że ludzie boją się wydać 20-30 zł w markecie na wino, które nie zostało gdzieś pozytywnie zrecenzowane – chcą być nieomylni. Zauważ tylko, że taki klient/czytelnik nie pozostawi na Twoim blogu komentarza ani nie wymieni się z Tobą poglądami na temat wschodzących gwiazd winiarstwa albańskiego ;) ani żadnego innego.
    Proponuję: piszcie pod siebie, o waszych odkryciach, także tych w marketach (dyskonty mają wystarczająco dobry marketing). Dawno żaden bloger nie odkrył jakiejś „perełki” w markecie.

  • I pewnie nie odkryje, mówię za siebie, nie robię zakupów w marketach.
    Ogólnie dziś nie jest łatwo cokolwiek odkryć. Zobacz w tym tygodniu buło chyba z 10 tekstów o Lidlu, w przyszłym tygodniu będą cydry z Owada, potem nie będzie o dyskontach przez 2 miesiące.
    Identycznie jest w każdej dziedzinie, Wydawnictwo rozsyła książkę, , jej recenzje są wszędzie. Potem inne rozsyła itd.
    Tak samo jest z kosmetykami, czy ciuchami. Tak to działa. Problemem jest, ze mały import nie chce, albo nie potrafi współdziałać z blogosfera. JA akurat nei narzekam, ale pracuję na to ponad 5 lat.
    A pisze o tym co mnie interesuje, a czasami interesuje mnie market, choć coraz częściej interesują mnie fajne wina do 40 zł z małego importu. Interesują znacznie bardziej niż wina w cenie 100+, bo to są wina do oglądania nie do picia, chyba że wino sie pija a nie pije.
    Zresztą nie jestem jedynym piszącym o winie, niech bronią sie sami. Kiedyś zacząłem sie wypowiadać broniąc środowiska w wyniku czego dostaje po głowie od wrogów środowiska i od samego środowiska.. Pora zając sie sobą. Inni tez mają klawiatury. A ciebie jak mogę prosić, to nie generalizuje.
    p.s. Chętniej sie posprzeczam o wyższości nero nad frappato

  • Redaktor Bońkowski jest zawodowcem, żyje z wina, my jesteśmy amatorami. Proponuję założyć blog i podnieść poprzeczkę do nieosiągalnego dla nas poziomu. Do dzieła!

  • Marcin Czerwiński

    I właśnie dlatego, że opisujesz wina od małych importerów zaglądam do Ciebie regularnie. Dzięki wpisom Twoim i serwisu Wino w Krakowie miałem bardzo przyjemną wycieczkę po tym mieście, która zaowocowała nadbagażem w liczbie kilkunastu butelek zakupionych w tamtejszych sklepach.
    Pozdrawiam

  • Marcin Aleksander

    Nie widzę powodów do ironizowania, to po pierwsze. Po drugie, kto to jest „my”? Po trzecie, przywołany link, jak również Pana wypowiedź, są jedynie wyrazem braku szacunku dla czytelnika/widza a nie diagnozowaniem stanu mediów. Jakie media taki odbiorca i można się przepychać w kółko. Nie sądzi Pan, że gdybym miał potrzebę zakładania bloga to bym go założył? Musi też Pan sobie zdawać sprawę, że jeśli robi Pan coś publicznie to zawsze podlega to jakiejś ocenie. Proszę pamiętać o takich prostych zależnościach. Nie ma się co obruszać, podałem pewne przykłady do ogólnej dyskusji, tylko tyle.

  • Sławomir Hapak

    Widocznie Auchan nie rozsyła darmowych paczek z winem do zrecenzowania.
    Przy założeniu „tak sie tańczy jak orkiestra gra” orkiestrą stają się ci, którzy wysyłają paczki. Zawsze znajdzie się paru takich, którzy zatańczą.

  • AgataiWojtek Galińscy

    Wojtek, 100% zgoda. Odpowiedzialny bloger musi wiedzieć. Nade wszystko musi się rozwijać. Degustować wina z nieznanych sobie apelacji, porównywać, uczyć, uczyć i jeszcze raz uczyć. Od siebie wymagamy bardzo dużo i wiemy jak jesteśmy daleko od tego gdzie byśmy chcieli. Zupełnie jednak, nie narzekamy – codziennie do przodu. Degustacja w ciemno była świetną zabawą – trochę też „spinką”. Myśmy po raz pierwszy brali udział w takim konkursie więc nie mieliśmy pojęcia „czym to się je”. Popełniłem (tu Wojtek) niektóre koszmarki straszne. Valpo od Rizzardi bardzo lubię i piję często w winkolekcji i wstyd nie poznać. Jedyne marne usprawiedliwnie to fakt że wina były w parach i zasugerowałem się drugim, które było kompletnie „inne” więc się zgubiłem. Natomiast z Bordeaux popłynąłem kompletnie… Chętnie poćwiczymy – świetny sprawdzian. Nie mamy jednak tylu bliskich znajomych znających się na temacie i chętnych do wzięcia udziału w takiej domowej grze aby otwarcie 6-8 butelek było możliwe – no i jedno z nas musiałoby być tym kompletującym etykiety i nie biorącym udziału w zabawie. Może Winicjatywa zorganizuje takie spotkania. Wpisowe XX PLN i degustujemy blind – z jednej strony dla doświadczenia a z drugiej trochę adrenaliny (innej niż w przepychankach komentarzowych) nikomu nie zaszkodzi:)

  • Peyotl

    Na ale Lidl sponsorował imprezę – jaki jest mechanizm zapewnienia nam obiektywizmu w recenzjach lidlowskich win ?

  • Peyotl

    poprawka: No,

  • Peyotl

    Rozpoznawanie wina w ciemno to wyzwanie również dla zawodowców, więc te oceny kompetencji blogerów tylko marginalnie mają znaczenie poznawcze.. Ciekawe by było zrobić taki test dla zawodowców właśnie… Pamiętam, że p. Marek Bieńczyk zerwał kiedyś degustację w ciemno, bo spostponował wino, które w jasno pochwalił (tak było?). A p. Popielski opowiadał o pewnym Niemcu, który chciał sprzedawać w Polsce swoje wina i w degustacji w ciemno je… zdyskwalifikował (tak było?). Obiektywizm nie istnieje.

  • Peyotl

    Gdzie będzie można przeczytać jakąkolwiek relację z albańskiej degu-wyprawy? Jadę tam w sierpniu…. mój mail pj@hung.pl

  • Peyotl

    Sstarwines tak nie ma.

  • Peyotl

    Nieprawda, że klient chce uzasadnienia własnego zakupu. Odwrotnie – chce, żeby zakup nie był niewypałem, więc najpierw zapytowywuje ekspertów.

  • Będę relacjonował na bieżąco, a po powrocie będzie dłuższy tekst

  • Taki sam jak wtedy, gdy Winkolekcja kupuje reklamę, Mielżyński udostępnia wina do degustacji, a Moet-Hennessy zaprasza na kolację z Dom Perignon.

  • Dowiemy się i damy znać.

  • Tak jak pisałem, to nie jednostkowy Viognier jest problemem, zwłaszcza dla kogoś, kto i tak zdobył najwięcej punktów ;-)

    Problemem jest ujawniony w teście generalny brak kompetencji niektórych blogów, które potem wypowiadają się autorytatywnie o różnych winach. A w dodatku pojawiający się w tym wątku wątek, że blogerzy to nie zawodowcy i właściwie nie muszą tego wszystkiego wiedzieć.

  • Manu

    No to winicjatywa udowodniła: blogerzy ogórki… Ta degustacja w ciemno była reklamowana jako badanie wiedzy czy jako zabawa..?

  • Jako konkurs i test kompetencji.

  • Manu

    Fajnie tez by było, żeby np. ktos to z zewnątrz zorganizował i wystartowali tez redaktorzy winicjatywy. Żeby zobaczyć różnice lub jej brak. Wygrałby pewnie ten co to twierdził, ze Greyrock SB 2013 to płyn do naczyń. Wybitny zmysł smaku… ;-)

  • Sławek Chrzczonowicz

    Irku drogi,
    po co ta ironia? Zgadzam się w stu procentach z obydwoma Marcinami. Na blog musi być pomysł. Od paru lat zachęcam blogerów do opowiadania historii, wrażeń, swoich doświadczeń. I co? Głownie obrywam za to, że postponuję pisanie o dyskontach i lekceważę klientów, których nie stać na inne wina. Nieporozumienie polega na tym, że jedno nie wyklucza drugiego. Zawsze cenne dla internautów jest wynalezienie jakiejś okazji czy fajnego wina w Biedronce, natomiast pomysł na blog jako kronikę nadsyłanych z dyskontu kartonów jest słaby, podobnie jak słaby byłby pomysł na bloga opisującego ofertę Winkolekcji czy innego importera. Od tego są działy sprzedaży, marketingu etc. Jak pisał Marcin – blog to emocje, wrażenia, przemyślenia. Wbrew Wojtkowi nie wymagałbym od blogera superkompetencji, jeżeli potrafi ciekawie pisać i nawet swoje porażki czy potknięcia zmienić w ciekawą historię. Niech nawet opisze to sancerre po raz pierwszy. Blog nie musi być fakultetem enologii. Natomiast oczywiście takie zdanie jak: „W całym Beaujolais jest prawie 4000 winnic, ale tylko dziesięć z nich ma prawo produkować nouveau” dyskwalifikuje blogera nie tylko za niewiedzę, ale za nieumiejętność zrozumienia czytanego tekstu. A trudno aby pisał ktoś kto nie umie czytać. Problem tkwi też w tym czego oczekujemy od bloga. Jeśli to ma być „poradnik konsumencki” to wymagałbym kompetencji – tak jak chce Wojtek. Jeżeli jednak blog opowiada historie, uderza w emocje – to niekoniecznie. Zrozummy jednak że opowiadaniem historii nie jest na przykład poniższe zdanie: ” W ramach współpracy otrzymałam dwie etykiety …… Muszę nadmienić, że kontakt z właścicielami sklepu przebiegał bez zarzutu, a paczkę z winami otrzymałam w tempie iście ekspresowym”.
    Chociaż może ?

  • Sławny
    Ironia jako mechanizm obronny.
    Ja ma świadomość mizeri blogosfery. Tu jeszcze trzeba lat, ale pierwsze drobne zmiany na lepsze widać.

  • Ja bym nie chciał. Nie mam kompetencji. Mnie interesuje solidną średnią półka. W niej zaczynam się orientować

  • czerwoneczybiale

    Zacząłem pisać mój komentarz tutaj, ale wyszło za długo, więc napisałem odpowiedź w poście: http://czerwoneczybiale.pl/o-degustacjach-w-ciemno-i-obronie-blogerow/

    Pozdrawiam :)

  • Amen.

  • Fajnie by było, żeby ktoś by coś…

  • pinta

    A co z recenzją nowych win francuskich z Lidla? Miała być dzisiaj :)

  • GrzegorzC

    Jako stały czytelnik/przeglądacz chyba wszystkich blogów winnych chciałbym dorzucić swoje dwie uwagi.

    Nie uważam, że bloger powinien mieć kompetencje do opisywania wszystkich win jakie są dostępne. Uważam, że powinien znać i posiadać wiedzę o tych o których pisze. Dla mnie dramat następuje dopiero wtedy kiedy bloger opisuje jakieś wina które zna słabo, zna je tylko ze słyszenia itd. (taką uwagę już kiedyś na Winicjatywie umieściłem).

    Na koniec kwestia wpływu rekomendacji blogerów na moje decyzje zakupowe. Do tej pory 1 raz (słownie: raz) zakupiłem wino na podstawie informacji zawartych na blogu. Wszystkie moje pozostałe decyzje zakupowe podejmowałem na podstawie rekomendacji szeroko rozumianych profesjonalistów gdyż też uważam, że w miarę obiektywną opinię może wydać tylko ten kto przetestował ich bardzo dużo.

    Podsumowując. Mi osobiście kolejne recenzje win z Biedronki/Lidla/Faktorii Win itd. są do niczego potrzebne, chcę czytać ciekawe historie, które być może mnie zainspirują do kolejnych odkryć w świecie wina, a nie do wizyty w najbliższym markecie.

  • Piotr Wdowiak
  • Gratuluję zwycięzcy ;)