Winicjatywa zawiera treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich.

Treści na Winicjatywie mają charakter informacji o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz.U. 2012 poz. 1356).

Winicjatywa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.

Zapisz się do naszego newslettera!

Dowiedz się przed innymi o najlepszych winach, promocjach i degustacjach.

Opuść stronę

Polub nas na Facebooku! Bieżące informacje, ciekawostki i konkursy.

Colares – gdyby saudade była winem

Komentarze

Były porównywane do Médoc, uważane za lżejsze wcielenia burgundów czy nieco bardziej cieliste Beujolais. Lśniły najjaśniejszym blaskiem na XIX-wiecznych stołach Portugalii i jej kolonii, stanowiąc nierozerwalne trio: kolację rozpoczynano kieliszkiem białego wina z Bucelas, solidny posiłek popijano diabelnie taniczną czerwienią z Colares, a wzmacniane Carcavelos słusznie wieńczyło dzieło. Blask przygasł i dziś w tych regionach pachnie głównie melancholią i rozgoryczeniem, bo pamięć o latach tłustych jest tu bardzo żywa. Smak win pozostał jednak niezmienny: klasyczny, historyczny,  autentyczny, o niebywałym charakterze; gdyby saudade mogło być winem, byłoby Colares.

Gdy po raz pierwszy poprosiłam o pomoc w zorganizowaniu wizyty w regionie, zapytano mnie – z przekąsem wyczuwalnym na odległość 3300 km – czy jestem archeolożką. Ale dwa dni później wiatr urywał mi głowę w winnicach nad oceanem.

©
150 m od winnicy | fot. Ewa Rybak.

Winnic w Colares, oddalonym od Lizbony o mniej więcej 30 km, jest niewiele (ze wspomnianej wyżej trójki w latach 90. odrodziło się w widocznym stopniu tyko Bucelas). Uprawy wyglądają tu bardziej jak zaniedbane przydomowe ogródki: winorośl, często 100-letnia lub starsza, płoży się na piasku (to on powstrzymał filokserę, która nigdy nie dotknęła tej okolicy; sięga tu nawet do 7–8 m w głąb), a w okresie największych upałów lub deszczu wznosi się ją ponad ziemię na półmetrowych tyczkach. Opodal, na odległość wzroku i słuchu – ocean. Niewielkie parcele są od siebie oddzielone słomianymi lub bambusowymi osłonami przeciw silnym wiatrom.

©
Winnice Adega Viúva Gomes. | fot. Ewa Rybak.

Colares – najbardziej wysunięty na zachód winiarski region kontynentalnej Europy – mogło umrzeć poprzez wchłonięcie przez nadmorskie aglomeracje. Ale nie umarło. Około 25 lat temu dosadzono nawet w okolicy Azenhas do Mar około 12 ha ramisco – lokalnego szczepu, dającego wyraziście taniczne i kwasowe wina, być może jedynej odmiany w Europie, która nigdy nie był szczepiona na amerykańskich podkładkach. Najlepsze z nich pochodzą z piaszczystego podłoża (w latach 30. zakazano w Colares mieszania win z upraw na różnych glebach), pachną maliną i wiśnią, mają żywą kwasowość i – jako młode – garbnik nie do wytrzymania. Ramisco musi stanowić 80%, czasem jest mieszany z castelão czy tinta miúda. To są wina niezwykle długowieczne.

©
Od lewej do prawej jedna i ta sama roślina: malvasia de colarsięga. | fot. Ewa Rybak

Wiodącą rolę odgrywa założona w czasach Estado Novo spółdzielnia Adega Regional de Colares, odpowiadająca za ponad połowę produkcji wina i współpracująca niemal ze wszystkimi winogrodnikami. W latach 30. ubiegłego wieku produkowała ponad 100 mln litrów wina rocznie, dziś – nie więcej niż 70 tys., co może służyć za XX-wieczną historią regionu w pigułce.

Szczególnie zapadła mi w pamięć wytwarzana tu malvasia de colares, łącząca ciężkawy, woskowo-miodowy i nieco ziołowy aromat z wytrawnym, intensywnym i mającym swoją wagę ciałem. Słoność nadała winu dodatkowego wymiaru. Jeszcze żywsze i bardziej charakterne wydały mi się wina od Adega Viúva Gomes, producenta działającego tu od 1808 roku. Wina obydwu producentów znajdziecie w w portugalskich sklepach z winem w mniejszych niż standardowe, półlitrowych butelkach. Być może wkrótce będzie ich więcej – w ciągu ostatniego pięciolecia przybyło kilka hektarów upraw. To dużo, biorąc pod uwagę, że mówimy o 23 ha w roku 2010.

©
Bardzo dojrzałe ramisco w charakterystycznej półlitrowej butelce | fot. Ewa Rybak.

Tych, których kręci podróż w lata, kiedy Brazylia wprowadzała druzgocące embargo na portugalskie wina, do władzy dochodził Adolf Hitler, a Francisco Paulino Hermenegildo Teódulo Franco y Bahamonde Salgado Pardo przeprowadzał w Hiszpanii antyrepublikański przewrót, posłałabym do piwnic Viúva Gomes. Wina trwają mimo burz.

Komentarze

  • Sławek Chrzczonowicz

    obawiam się, że gdyby nostalgia była winem nie chciałbym go pić

  • Marcin Czerwiński

    Ktoś wie jaką nazwę ma ten sposób prowadzenia winorośli?

  • :)

  • Pozdrawiam serdecznie,. Nie wiem jak po polsku, ale w oryginalnym języku to „chão de areia”.

  • Piotr Pietras

    Wydaje mi sie, ze Provignage/Marcottage; system ten prowadzony jest np. przez Bollinger przy VV Francaises.
    ”Chao de areia” to piaszczysta gleba, na ktorej Ramisco jest posadzony.

  • Właśnie tak – provignage, co może nie zostało w tekście Ewy Rybak wystarczająco zaakcentowane – jest to system polegający na grzebaniu ramion istniejącej winorośli pod ziemię, aby wykształciły one swoje własne korzenie i utworzyły de facto nową winorośl. W tym systemie nie sadzi się nowych krzaków z pestek lub sadzonek, tylko właśnie rozmnaża winorośl z jednego istniejącego pnia.

    O ile wiem to w Bollinger Vieilles Vignes Françaises stosuje się inny system, czyli bardzo gęste (40 tys. / ha) nasadzenie krzewów, ale bez samorozmnażania – zwane jest to vigne en foule.

  • Marcin Czerwiński

    Dziękuję za rozwikłanie zagadki ;)

  • Chão de areia jak pisał Piotr Pietras nie ma nic wspólnego z systemem prowadzenia winorośli, oznacza tylko typ gleby.
    Określenie portugalskie na krzewy prowadzone na ziemie i samorozmnażające się: „condução rasteira”.

  • Piotr Pietras

    Dzieki za rozwiniecie tego terminu.

    Jesli chodzi o VV Francaises, to Bollinger na swojej oficjalnej stronie okresla te technike jako provignage/layering.

    http://www.champagne-bollinger.com/en/INT/the-art-of-winemaking/the-vineyard

    Okreslenie ‚en foule’ spotykalem w tekstach raczej jako synonim dla powyzszej techniki.

  • Ewa Rybak

    Wojtek już wszystko dokładnie opisał. Mogę tylko dodać, że dotąd nie udało mi się ustalić, czy poszczególne fragmenty winnic ogrodzone bambusowymi/słomianymi wiatrołapami mają jakąś swoją nazwę (na wzór kamiennych curraletas na Azorach, które są zresztą znacznie mniejsze). Wygląda na to, że nikt tego lokalnie czy oficjalnie nie nazywa.

    Pozdrowienia.

  • Ewa Rybak

    Sławku,
    zdaje się że robiłeś kiedyś listę i degustację wspaniałych win, których nikt nie kupuje. Brakło mi na niej Colares ;)

  • Tak piszą na swojej stronie, a wydaje mi się to o tyle sprzeczne, że przy provignage potrzebne jest dużo miejsca między krzewami – ramię musi odrosnąć na tyle daleko od pnia, żeby można było je wpuścić pod ziemię i z tej ziemi wypuścić i to musi się odbywać w tej samej linii. Na to potrzeba sądząc po krzewach w Colares co najmniej 1–1,5 od pnia. Dlatego te krzewy są takie rozłożyste. Natomiast dwie parcelki (trzecia w Bouzy niedawno umarła na filokserę) Bollingera używane do VVF mają ogromną gęstość nasadzenia 0,50m x 0,50m (wg mnie to oznacza termin „vigne en foule”), dodatkowo krzewy prowadzone są na palikach, co wymusza rośnięcie ramion do góry, a nie poziomo nad ziemią.
    Może Sławek Chrzczonowicz który czyta te słowa wyjaśni zagadkę bezpośrednio u Bollingera.

  • Sławek Chrzczonowicz

    Bo tych win nie ma w ogóle na żadnych listach, więc nie ma kto ich nie kupować:)
    Chodziło mi raczej o to, że gdyby nostalgia była winem płakałbym jak bóbr

  • Sławek Chrzczonowicz

    zapytam