Winicjatywa zawiera treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich.

Treści na Winicjatywie mają charakter informacji o produktach dostępnych na rynku a nie ich reklamy w rozumieniu Ustawy o wychowaniu w trzeźwości (Dz.U. 2012 poz. 1356).

Winicjatywa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Dzięki nim możemy indywidualnie dostosować stronę do twoich potrzeb.

Zapisz się do naszego newslettera!

Dowiedz się przed innymi o najlepszych winach, promocjach i degustacjach.

Opuść stronę

Polub nas na Facebooku! Bieżące informacje, ciekawostki i konkursy.

Marcin
Jagodziński

0 komentarze

02X2013

Winkolekcja po wakacjach

Nasi importerzy dawno już zapomnieli o wakacyjnym „martwym sezonie”. Wrzesień to dobry miesiąc na zaprezentowanie nowych etykiet w portfolio. Uczyniła to już Vininova, swoją ofertę zaprezentowała firma Kondrat Wina Wybrane, a teraz nowymi nabytkami postanowiła pochwalić się warszawska Winkolekcja.

Część z proponowanych na sezon 2013/2014 win to nowe roczniki win już znanych, często sprowadzanych od wielu lat, ale mamy do czynienia także z premierami. Zacznijmy od Austrii i win z Wachau od rodziny Mittelbach. Producenta tego reprezentowały (poza nim samym) dwa rieslingi i dwa grüner veltlinery. Tańszy Riesling 2012 zdradzał swój młody wiek odrobinką postfermentacyjnego zapaszku, ale po spróbowaniu czarował nutami brzoskwiń, owoców tropikalnych i podkreśloną lekką goryczką świeżością. Droższy, Smaragd 2009 to już typowa nuta nafty, nawet odrobina palonej gumy, większa koncentracja; wino „kamieniste”, również z charakterystyczną goryczką, bardzo dobre – ale niestety kosztujące już 185 zł. Większym zaskoczeniem były fantastyczne veltlinery. Zarówno Signature Federspiel 2012 (79 zł) jak i Signature Smaragd 2010 (185 zł) przewyższały chyba rieslingi swoją jakością, co w moich ustach jest niecodzienną pochwałą. Przepiękne miodowe bukiety, doskonała kwasowość, fantastyczna świeżość i potoczystość, wyjątkowa czystość, brak zaś charakterystycznej dla niektórych grünerów szorstkości i pieprzności, za którą nie przepadam. Co ciekawe, to właśnie w Warszawie zaprezentowano te wina po raz pierwszy, a ranga premiery jest tym większa, że to pierwszy rocznik, w którym nazwano je Mittelbach (poprzednio na etykietach pojawiała się historyczna nazwa Tegernseerhof).

Wizytówka. © Marcin Jagodziński.

Ten sam stolik dzieliły z winami austriackimi trzy butelki od producenta z zupełnie innej bajki. Libański Château Musar, kultowa posiadłość Gastona Hochara, to jeden z najnowszych transferów do Winkolekcji (dawniej: Centrum Wina). Czerwone (cinsault, syrah i cabernet sauvignon) oraz białe wina z linii Jeune (viognier, vermentino i chardonnay) są interesujące – zwłaszcza białe – ale nie przygotowują w pełni na szaloną przygodę z Château Musar 2003. Koniecznie pijcie je po dekantacji, bo lotna kwasowość może odstraszyć. Jest dość jasne i lekkie, znajdziecie w nim zarówno nuty tytoniu jak i przypraw (cynamon, pieprz, goździki), trochę suszonych owoców. Bilet na tę szaloną wycieczkę na Bliski Wschód kosztuje 141 zł, dostępne są też roczniki 2005 i 1999 oraz biały Musar 2005 (a na specjalne zamówienie importowane są też inne roczniki).

Uwaga na lotną.

Wina z Bordeaux stanowią zawsze mocny punkt w ofercie Winkolekcji. Przepyszne białe bordeaux z Graves: Château Chantegrive Blanc 2010 to nieczęsto spotykane białe bordeaux trafiające tak precyzyjne w złoty środek pomiędzy prostymi entre-deux-mers a mocno beczkowymi pessac-léognan. Beczka nie maskuje tu intensywnego, owocowego charakteru sauvignon blanc, wino jest świeże i czyste, piłbym je litrami, gdyby nie kosztowało 73 zł. Ale i tak bardzo warto. Z czerwonych bordeaux wyróżniało się La Page de Tour de Bessan 2008, kosztujące 117 zł, bardzo klasyczne, eleganckie margaux, ze świetnego rocznika, choć i proste bordeaux Château Moulin de l’Espérance 2011 (30,40 zł) z dyskretną słodką nutą oraz nieco droższe, porzeczkowe i bardziej dystyngowane Château Camarsac 2010 (42 zł). To świetne propozycja na co dzień. Nie w moim typie było natomiast wychudzone, słonawe Château Sénéjac 2010 za 93 zł.

Skoro przy chudości jesteśmy: była to cecha charakterystyczna dla debiutujących w Winkolekcji burgundów z Maison Chanson. Dziwne Chablis 2011 (89 zł) o zapachu mokrej kredy, miękkie i prawie bezcielesne; pachnące draską zapałki Bourgogne Chardonnay 2011 (69 zł); nieco zamknięte, cytrusowe, mocno kwasowe Mâcon-Villages 2011 (62 zł); minimalnie tłustsze i również dość kwaśne Rully 2011  (89 zł)… Wina te nie miały chyba swojego najlepszego dnia. Dopiero Meursault 2011 (215 zł) miodowo-woskowe, kwiatowe, bardzo kwasowe, nie tak szczuplutkie, było naprawdę smaczne. Producent ten jest zresztą konsekwentny, bo wina czerwone również dotknięte są anoreksją (pisząc to, zdaję sobie sprawę, że to, co dla jednej osoby jest anoreksją, dla innej stanowi ideał urody). Bourgogne Pinot Noir (69 zł, w promocji 56 zł), po pewnym czasie w kieliszku przestaje pachnieć wiejskim podwórkiem, na którym rdzewieją nieużywane grabie, ale gdy wziąłem je do ust poczułem jakbym trzymał w nich żyletkę. Nawet burgundzki mocarz, za jakiego uchodzi Gevrey-Chambertin nie był specjalnie przypakowany, choć ciała i owocu miał znacznie więcej. Kosztuje też znacznie więcej, bo aż 225 zł. W przedziale cenowym 200–300 zł znajdziemy w ofercie Winkolekcji kilka innych burgundów z Maison Chanson, także z nieco starszych roczników, również z apelacji premier cru.

Chudości nie można zarzucić winom z południa Francji. Potwierdziły swoją klasę wina z Château Puy-Servain z Montravel, mniej podobały mi się tańsze etykiety słynnego Mas de Daumas Gassac, ale notatki z degustacji topowych Gassaków zawierają tylko słowo „wspaniałe” (przy białym) „przepiękne” (przy czerwonym) i dużo wykrzykników.

Klasa. © Marcin Jagodziński.
Sekcja włoska. Zacznę od producenta, na którego winach degustację zakończyłem – winiarni Gaja (to także nowość w portfolio Winkolekcji, transfer z Centrum Wina). Pokazano cztery wina z dwóch regionów – Piemontu i Toskanii. Z tego pierwszego byłem pod wrażeniem elegancji Barolo Dagromis 2008 (259 zł). Choć picie tego wina jakby nie patrzeć – za młodu – zakrawa za zbrodnię, już teraz ujmuje pięknym bukietem dojrzałych jagód i lekkich nut likierowych. Zajrzę do niego znowu za parę lat. Podobnie muszę postąpić z toskańskim odpowiednikiem – Brunello di Montalcino Pieve Santa Restituta 2008 (229 zł ) Nazwa równie długa jak finisz tego wina, wcześniej sporo czerwonego owocu wiśni i owoców leśnych oraz garści przypraw. Do tego świetny, na razie wciąż mocny garbnik i świetlana przyszłość przed sobą. Kosztujące 1600 zł i więcej Barolo z pojedynczych parceli też są w ofercie Winkolekcji, o czym wspominam z kronikarskiego obowiązku.

Skąd my to znamy...? © Marcin Jagodziński.

Kto zaś chce cieszyć się włoskim nabytkiem już dziś, niech sięgnie po kilka innych butelek: eleganckie Pinot Noir 2011 (85 zł) od Aloisa Lagedera (Południowy Tyrol) – owoce truskawki, poziomki i fajna kwasowość czy Pojega Ripasso Valpolicella Clasico Superiore 2011 (69 zł)  megaowocowe, ale z akcentami ziołowymi i dobrą równowagą co przy metodzie ripasso nie zawsze jest takie oczywiste. A najbardziej smakowało mi inne wino tego producenta – Bardolino Chiaretto 2012 (44 zł) – aromat świeżo zerwanych truskawek, ciut pikantne i gorzkie pod koniec, aż szkoda że kończą się dni kiedy można by znaleźć ukojenie w tej dobrze schłodzonej butelce.
Perełką wśród win hiszpańskich w portfolio importera są z pewnością wina z Prioratu, z legendarnej wytwórni Vall Llach. Ogromne wrażenie sprawia zwłaszcza topowe wino, Vall Llach 2006, przebogate, przepotężne, gęste jak smoła i oczywiście nietanie (399 zł). Dysponującym mniejszą gotówką w portfelu poradziłbym raczej (trudno napisać „zamiast”) wina z serii Acustic (76 zł) – zwłaszcza białe zrobiło na mnie dobre wrażenie.

Perła. © Marcin Jagodziński.

Z win nowoświatowych warto wyróżnić zaskakująco smaczny, delikatny, kwiatowy Delheim Chenin Blanc z RPA (41,00 zł) z dyskretną nutką słodyczy, które posmakuje chyba każdemu oraz super ekspresyjny, porzeczkowo-agrestowy Casa Marin Sauvignon Blanc Cipreses 2012 z Chile, który położy na łopatki niejeden nowozelandzki sauvignon blanc, choć stawiający raczej na siłę niż na zręczność. 100 zł to dość sporo, ale dla amatorów tej odmiany w nowo światowym wydaniu jest to pozycja obowiązkowa.

Degustowałem na zaproszenie importera.

Podobne
artykuły

Komentarze